16h38 CEST
03/06/2026
W rankingu 114. Polkę i 24. Kalinską dzieli równo 90 miejsc, ale tak jak we wcześniejszych spotkaniach Chwalińskiej pozycje na liście WTA nie miały znaczenia. W poniedziałkowym notowaniu rankingu awansuje co najmniej na 30. lokatę; z Polek wyżej będzie tylko Iga Świątek.
- Moim głównym celem na ten rok było wejście do pierwszej setki. Przyjeżdżając tutaj, moim planem było przejście kwalifikacji. Czułam, że wykonuję dobrą pracę, że robię właściwe rzeczy i muszę po prostu uzbroić się w cierpliwość, aż wszystko wskoczy na swoje miejsce. Oczywiście nie spodziewałam się, że potoczy się to w ten sposób. Ale, umówmy się, nie narzekam - przyznała z uśmiechem.
Mecz zaczął się od wygranego gema przez Kalinską przy serwisie Polki. W kolejnym Rosjanka prowadziła 40-15 i wtedy nastąpił pierwszy ze zwrotów. Faworytka często się myliła, co w dużej mierze pozwoliło Chwalińskiej odskoczyć aż na 5:1.
Wtedy będąca pod presją 27-latka z Moskwy zaczęła prezentować znacznie wyższy poziom. W kolejnym gemie obroniła piłkę setową, a ponownie punkt od wygrania partii Chwalińska była w gemie dziewiątym i znów nie wykorzystała szansy. Po blisko godzinie gry zrobiło się 5:5.
- Myślę, że to, co zrobiłam dobrze, to po prostu zachowanie spokoju, kiedy zrobiło się po pięć. Jestem bardzo dumna z tego, że utrzymałam nerwy na wodzy i zdołałam wygrać tego seta w tie-breaku - powiedziała.
Druga partia miała podobny przebieg. Również od stanu 1:1 inicjatywę przejęła Chwalińska, która odskoczyła na 4:1. Choć w kolejnym gemie Kalinska odrobiła stratę przełamania, to w następnym z jej serwisem poradziła sobie Polka.
Chwalińską od awansu do półfinału dzielił gem. Przy swoim podaniu była dwie piłki od triumfu, ale ostatecznie dała się przełamać. Kalinska poziom gry podniosła jednak tylko na moment. Serwując na pozostanie w meczu znów popełniła kilka błędów i sensacja stała się faktem.
- Drugi set to była już po prostu czysta walka. Warunki były bardzo trudne, bo mocno wiało. W takich warunkach musiałam być po prostu maksymalnie skoncentrowana, wręcz podwójnie skupiona - podkreśliła Chwalińska.
W całym meczu Rosjanka miała aż 47 niewymuszonych błędów i 36 zagrań wygrywających. Chwalińska winnerów zaliczyła mniej, gdyż 24, ale przede wszystkim znacznie mniej błędów - 15.
- Zagrała naprawdę świetnie, a ja miałam wrażenie, że walczę z wiatrem, z pogodą i dodatkowo jeszcze z nią. Przez to, że jest leworęczna, grało mi się bardzo ciężko. Oczywiście, jestem rozczarowana i smutna z powodu przegranej, ale trudno, stało się - skomentowała Kalinska.
Polka, trenowana przez Czecha Jaroslava Machovsky’ego, do głównej drabinki awansowała z kwalifikacji; w Paryżu wygrała już osiem meczów. W turnieju głównym sprawia niespodziankę za niespodzianką. W 1. rundzie wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, a następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2, a w 1/8 finału Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2.
- Jestem tu już od prawie trzech tygodni. Każdy dzień jest inny. Każdy mecz jest inny. Warunki są inne. Musiałam się więc bardzo mocno adaptować. Cieszę się, że byłam w stanie to zrobić. Myślę, że to coś, z czego mogę być dumna, z wysiłku, jaki w to włożyłam - podkreśliła.
Za awans do półfinału może liczyć na nagrodę w wysokości 750 tysięcy euro, czyli ok. 870 tys. dolarów. Przed rozpoczęciem zmagań w stolicy Francji z tytułu premii za występy na korcie - według oficjalnych danych - zarobiła... 864 tys. USD.
- Z jakiegoś powodu to do mnie jeszcze nie dociera. Po prostu skupiam się na każdym kolejnym meczu. Szczerze mówiąc, nie czuję, żeby to był dla mnie jakiś gigantyczny przełomowy moment. Ale na pewno po zakończeniu turnieju będę miała czas, żeby docenić to, co się stało, i poukładać to sobie w głowie - podsumowała.
W czwartkowym półfinale zmierzy się z Dianą Sznajder. Rosjanka sensacyjnie pokonała liderkę rankingu, Białorusinkę Arynę Sabalenkę 3:6, 7:5, 6:0.
Z Paryża - Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ pp/