16h48 CEST
30/05/2026
O pochodzącej z Kijowa Kostiuk po raz pierwszy zrobiło się głośno, gdy w 2017 roku jako 15-latka triumfowała w Australian Open juniorek, a rok później dotarła do 3. rundy rywalizacji seniorek w Melbourne. Później miała udane pojedyncze występy, ale też zmagała się z problemami natury psychicznej.
- Przez wiele lat żyłam w stanie, w którym wszyscy oczekiwali ode mnie świetnych wyników, a ja nie byłam w stanie temu podołać. To było dla mnie jak przekleństwo i doprowadziło do długiej i bolesnej depresji – zwierzyła się w Madrycie na początku maja.
Dopiero w tym roku na dobre wdarła się do światowej czołówki i awansowała na 15. miejsce w rankingu WTA. Jak przyznała, taki postęp był możliwy głównie dlatego, że wreszcie pozbyła się balastu w postaci oczekiwań, jakie przyniósł bardzo szybki sukces.
- W końcu się od tego uwolniłam. Droga była bardzo długa, ale chyba mogę być z siebie dumna - wspomniała.
23-latka do Paryża przyjechała po serii 11 wygranych meczów, co przełożyło się na zwycięstwa w turniejach w Rouen i przede wszystkim Madrycie, gdzie grała cała elita. Dobrą passę kontynuuje na kortach im. Rolanda Garrosa i pozostaje w tym sezonie niepokonana na „cegle”, ale do Świątek podchodzi z odpowiednim respektem.
- Chciałabym być faworytką w tym meczu, ale na razie tak nie jest. To przecież wciąż czterokrotna triumfatorka tego turnieju, a ja z nią do tej pory trzy razy przegrałam – zauważyła Kostiuk.
Ostatnie wyniki to także efekt pracy, jaką od trzech lat wykonuje pod okiem polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej, która wyzwoliła w niej również ukraińskiego ducha. Głęboko poruszona rosyjską inwazją, Kostiuk często wypowiadała się na temat sytuacji w swoim kraju i konsekwencji konfliktu, także dla świata tenisa. Zawodniczka cały czas odmawia podania ręki rosyjskim lub białoruskim przeciwniczkom, jak miało to miejsce po zwycięstwie w Madrycie, gdzie w finale uporała się z Mirrą Andriejewą.
- Przeżywam cały czas tę wojnę, ale jednocześnie pogodziłam się z faktem, że tour o niej zapomniał. Zawsze staram się robić, co w mojej mocy, aby przypominać ludziom, co się dzieje w Ukrainie, o horrorze codziennego życia ludzi, którzy tam mieszkają – podkreśliła.
W 1. rundzie French Open wygrała z urodzoną w Rosji Hiszpanką Oksaną Selekhmetevą 6:2, 6:3, ale oceniła, że był to jeden z najtrudniejszych meczów w życiu ze względu na okoliczności mu towarzyszące.
- To działo się zaledwie kilka godzin po tym, jak rosyjski pocisk wylądował ledwie 100 metrów od domu mojej matki. Wchodząc na kort nie wiedziałam, czy będę w stanie się skoncentrować, opanować emocje – przyznała Kostiuk.
- Rano miałam mdłości na samą myśl, że gdyby pocisk trafił 100 metrów dalej, nie miałabym już ani matki, ani siostry - zakończyła. (PAP)
pp/ cegl/