09h27 CET
28/02/2026
35-letnia Brignone triumfowała w Cortinie d’Ampezzo w slalomie gigancie i supergigancie, ale nie wyklucza, że występy w Pucharze Świata tej zimy będą jej ostatnimi. Od niemal roku zmaga się bowiem z bólem kolana.
„Nigdy do końca tego nie wyleczę. Nie pracuję z myślą o kolejnym sezonie, po prostu próbuję chwytać chwile. Jeśli to ma być męka, bo będę się źle czuć, to w przyszłym roku często mnie nie zobaczycie” - powiedziała narciarka na łamach „La Gazzetta dello Sport”.
Dodała, że musi nauczyć się żyć z tą kontuzją, która wywołuje co pewien czas bóle i stany zapalne.
„Czasem jest lepiej, ale jeśli rano idę pojeździć na nartach, to potem kuleję przez cały dzień. Wypadłam na 10 miesięcy i jestem gotowa na więcej, jeśli to może coś poprawić. W przeciwnym razie musiałabym ciągle łykać leki przeciwzapalne i nie mogłabym normalnie chodzić” - tłumaczyła.
Niedługo po sukcesie w igrzyskach Brignone przyznała, że oddałaby oba złote medale, żeby nigdy nie doznać tej kontuzji.
„W Cortinie zacisnęłam zęby i powiedziałam sobie: teraz albo nigdy. Adrenalina zrobiła resztę. Ale teraz moje ciało i mój mózg nie chcą tego ciągnąć dalej” - przyznała narciarka, która przebywa w Andorze, gdzie odbywają się kolejne zawody Pucharu Świata, ale w nich nie startuje.
Włoszka ma też w dorobku srebrny medal olimpijski z Pekinu w slalomie gigancie, a także brązowe z Pjongczangu w tej samej konkurencji oraz z Pekinu w kombinacji. Jest też mistrzynią świata w gigancie (2025) i kombinacji (2023). (PAP)
mm/ pp/