08h48 CEST
31/05/2026
1958 - Łódź
Pierwszym w Polsce turniejem najwyższej kontynentalnej rangi były mistrzostwa Europy kobiet w Łodzi. Oryginalny plakat imprezy zaprojektował Eryk Lipiński. W dniach 9-18 maja 1958 roku w nowym Pałacu Sportu rywalizowało 10 zespołów. Polki, prowadzone przez trenera Jerzego Groyeckiego, na początek bez problemów pokonały Holandię 81:32, Jugosławię 67:47 oraz Węgry 56:40 i z pierwszego miejsca w grupie B awansowały do fazy finałowej z udziałem sześciu zespołów.
Na tym etapie już w pierwszym spotkaniu doznały niespodziewanej porażki 50:61 z Jugosławią, z którą nie miały kłopotu trzy dni wcześniej. Następnie uległy Bułgarii 48:53, Czechosłowacji 59:61, wysoko wygrały z Francją 79:48, by zakończyć turniej porażką ze Związkiem Radzieckim 60:65. Piąte miejsce przed własną publicznością w klasyfikacji końcowej przyjęto z rozczarowaniem. Pocieszeniem było zdobycie tytułu królowej strzelczyń przez Romę Olesiewicz - 123 pkt, jednej z najlepszych koszykarek w Europie w latach 50. XX wieku. Trzecia w tej klasyfikacji była Janina Chłodzińska-Urbaniak - 108, a wyróżniającą się zawodniczką biało-czerwonych była także Halina Beyer-Gruszczyńska.
Mistrzostwo Europy zdobyła Bułgaria, w decydującym o tytule meczu zwyciężając po dogrywce Związek Radziecki 54:51. Oznaczało to jedyny wyłom w 41-letniej powojennej hegemonii reprezentacji ZSRR, która od 1950 do 1991 roku triumfowała w 21 z 22 rozegranych w tym okresie turniejów tej rangi.
1963 - Wrocław
Turniej o mistrzostwo Europy we Wrocławiu sprzed prawie 64 lat do dziś budzi wspomnienia największego w historii sukcesu polskich koszykarzy. 13 października 1963 roku w Hali Ludowej biało-czerwoni zostali udekorowani srebrnymi medalami.
Impreza w stolicy Dolnego Śląska, z udziałem 16 reprezentacji, rozpoczęła się 4 października. Polacy, prowadzeni przez 33-letniego wówczas trenera Witolda Zagórskiego, grali w grupie B. Rozpoczęli od zwycięstwa nad Hiszpanią 79:76 i porażki ze Związkiem Radzieckim 54:64. Potem pokonali kolejno Rumunię 64:60, Francję 98:65, Finlandię 68:54, NRD 93:62 i Czechosłowację 86:73. Do półfinału awansowali z drugiego miejsca w grupie.
W meczu o awans do finału - po znakomitym występie - pokonali ówczesnego wicemistrza świata, Jugosławię 83:72. W meczu o złoto ponownie zmierzyli się z ZSRR, przegrywając 45:61.
Spotkania Polaków w Hali Stulecia, wówczas Ludowej, zdążyły już obrosnąć legendą. Znakomity początek, 23-punktowa przewaga i wygrany niewielką różnicą mecz z Hiszpanią. Dobra postawa przeciwko niepokonanej od lat w mistrzowskich turniejach drużynie Związku Radzieckiego, w której nie do powstrzymania byli podkoszowi giganci Janis Kruminsz (218 cm) i Aleksander Pietrow (208). Ciężko wywalczone zwycięstwo nad Rumunią, gdy prowadzący spikerkę Ludwik Miętta strofował publiczność, by nie gwizdała na swój zespół, lecz wsparła go w trudnych chwilach. Popisowy mecz z NRD, rozgrywany o godzinie... dziewiątej rano, przy pełnych trybunach.
Najwięcej emocji przyniosły jednak pojedynki w strefie medalowej. W półfinale Polacy stoczyli zwycięski bój z niepokonaną w grupie A, wchodzącą wówczas na długą drogę międzynarodowych sukcesów Jugosławią. Wygrana zapewniła im srebrny medal, co do dziś jest największym osiągnięciem reprezentacji koszykarzy.
- To był nasz olbrzymi sukces, bo po latach powojennej posuchy pierwszy raz udało nam się zdobyć wicemistrzostwo Europy. Sukces rodził się w bólach, także organizacyjnych. Z uwagi na epidemię ospy do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy turniej odbędzie się we Wrocławiu, czy też zostanie przeniesiony do Łodzi. Za każdym razem, gdy jestem w Hali Stulecia lub w jej okolicach, wracam wspomnieniami do tamtych radosnych chwil - wspominał czołowy gracz reprezentacji Mieczysław Łopatka, jako jedyny polski koszykarz wprowadzony po latach do Galerii Sław FIBA (2021).
Królem strzelców turnieju został słynny reprezentant Jugosławii Radivoj Korac - 239 pkt, Łopatka był siódmy - 145. Najlepszym zawodnikiem dziennikarze wybrali Hiszpana Emiliano Rodrigueza, a w gronie wyróżnionych, obok wymienionej trójki, znalazł się także rozgrywający polskiej reprezentacji Zbigniew Dregier. W biało-czerwonych barwach grali także niezapomniani Janusz Wichowski, Bogdan Likszo, Jerzy Piskun, Andrzej Pstrokoński, Stanisław Olejniczak, Marek Sitkowski, Kazimierz Frelkiewicz, Wiesław Langiewicz, Leszek Arent i kapitan drużyny Andrzej Nartowski.
Srebrny medal zdobyty przed własną publicznością zapoczątkował dekadę sukcesów drużyny i jej trenera Witolda Zagórskiego, szkoleniowca-rekordzisty w historii gier zespołowych w Polsce, który z reprezentacją pracował nieprzerwanie przez 14 lat, zdobywając z nią m.in. trzy medale mistrzostw Europy i zajmując piąte miejsce w mistrzostwach świata.
1999 - Poznań, Pruszków, Katowice
28 maja 1999 roku temu rozpoczęły się w Poznaniu i Pruszkowie mistrzostwa Europy koszykarek, zakończone fazą finałową w Katowicach, w których reprezentacja Polski - pod wodzą Tomasza Herkta - wywalczyła historyczny złoty medal i awans na igrzyska olimpijskie.
Początek imprezy wcale nie zapowiadał sukcesu zespołu gospodarzy. Fazę grupową w poznańskiej Arenie biało-czerwone rozpoczęły od porażki z broniącą tytułu Litwą 72:79. Po zwycięstwie w drugim spotkaniu nad Jugosławią 81:74 przyszła przegrana w dramatycznych okolicznościach z Czechami 75:78 po dogrywce, co postawiło pod znakiem zapytania miejsce w czołowej czwórce grupy i awans do ćwierćfinału. Po dniu przerwy Polki jednak już tylko wygrywały: z Bośnią i Hercegowiną 75:53 oraz Włochami 80:71, co dało im drugie miejsce w grupie B i awans do fazy finałowej w Katowicach.
Po przeprowadzce do Spodka drużyna trenerów Herkta i Andrzeja Nowakowskiego w najważniejszym meczu pokonała w ćwierćfinale Chorwację 72:51. Najważniejszym, bo wygrana dawała im historyczny awans do igrzysk w Sydney (2000). Jak przyznał ówczesny prezes PZKosz Kajetan Hądzelek, właśnie po to Polska starała się o organizację ME, żeby - po niepowodzeniach w przeszłości - wreszcie zagrać w turnieju olimpijskim. Plan został wykonany 4 czerwca.
W dwóch kolejnych dniach pozbawione już jakiejkolwiek presji, doskonale przygotowane do turnieju biało-czerwone poszły za ciosem i postarały się o przekroczenie planu. Po zaciętych, emocjonujących meczach, w których dyktowały warunki na boisku, pokonały w półfinale Rosję 66:61 i w finale Francję 59:56. Wywalczyły jedyny złoty medal dla koszykówki nad Wisłą w seniorskiej imprezie i pierwszy w historii tytuł mistrza Europy dla Polski, licząc wszystkie gry zespołowe.
Niekwestionowaną liderką zespołu była mierząca 218 cm, występująca już wówczas za oceanem w lidze WNBA, środkowa Małgorzata Dydek - uznana MVP turnieju, jego najlepsza strzelczyni (średnio 19,3 pkt) i trzecia zbierająca (9,4).
W pierwszej piątce znalazła się także rozgrywająca Krystyna Szymańska-Lara, szósta wśród podających (3,3 asysty). Wyróżniającą się zawodniczką turnieju była także obecna wiceprezes PZKosz Elżbieta Nowak, druga strzelczyni zespołu (13,4), która miała tyle samo zbiórek co Małgorzata Dydek (9,4).
W podstawowym składzie Polski grały także rozgrywająca Sylwia Wlaźlak, reżyser boiskowych poczynań koleżanek, oraz wyróżniająca się w obronie absolwentka uniwersytetu Berkeley Patrycja Czepiec, która miejsce w wyjściowej piątce wywalczyła sobie już w trakcie turnieju.
Skutecznością z dystansu imponowała Joanna Cupryś, która trafiła dziewięć z 15 rzutów za trzy punkty. Każda z zawodniczek - także Beata Binkowska, Dorota Szwichtenberg, Agnieszka Jaroszewicz, Katarzyna Dydek, Katarzyna Dulnik czy kapitan zespołu Ilona Mądra - bez względu na liczbę minut spędzonych na parkiecie, była ważną postacią zespołu.
Sukces koszykarek był efektem zaplanowanej na trzy lata pracy, w której nie zaniedbano żadnego szczegółu. Trenera Herkta wspierał znakomity sztab fachowców, wśród nich doktor Grzegorz Biegański. W tamtych czasach jako pierwsi w grach zespołowych mierzył zawodniczkom poziom kwasu mlekowego, kinazę spoczynkową. Do analizowania obciążeń treningowych znalazł zastosowanie metody biochemiczne i komputery.
2009 - Wrocław, Poznań, Gdańsk, Warszawa, Bydgoszcz, Łódź, Katowice
Drugi męski turniej finałowy organizowany przez Polskę odbył się w dniach 7-20 września 2009, również z udziałem 16 drużyn, ale innym systemem, w trzech etapach. Najpierw w czterech grupach w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu, potem druga faza grupowa w Bydgoszczy i Łodzi, a na koniec - ćwierćfinały i walka o medale w Katowicach.
Do Spodka reprezentacja biało-czerwonych jednak już nie dojechała, chociaż swoje występy w grupie D we Wrocławiu rozpoczęła znakomicie. Izraelski trener Muli Katzurin zestawił przed turniejem polski „Dream Team”. Marcin Gortat z NBA, Maciej Lampe z euroligowego Maccabi Tel Awiw, naturalizowany Amerykanin David Logan, również z euroligowym doświadczeniem w barwach Asseco Prokomu Gdynia. Michał Ignerski z ligi hiszpańskiej, Szymon Szewczyk i Łukasz Koszarek (był tylko zmiennikiem Krzysztofa Szubargi) z włoskiej. W sumie z lig zagranicznych było w drużynie siedmiu graczy, jeśli liczyć Michała Chylińskiego, który akurat w tym czasie pozostawał bez klubu, ale wcześniej grał w Hiszpanii. Do składu nie zmieścił się m.in. Filip Dylewicz, bo na pozycji skrzydłowego selekcjoner wolał Roberta Witkę.
Polacy rozpoczęli od wygranej z Bułgarią 90:78. W drugiej rundzie czekał już faworyt grupy D - Litwa. Niesieni dopingiem w Hali Stulecia biało-czerwoni nie przestraszyli się rywala, a bohaterem drużyny okazał się Ignerski, który na początku decydującej czwartej kwarty w 61 sekund trafił trzykrotnie za trzy punkty, co dało zespołowi prowadzenie 71:56. Lampe zdobył 22 pkt, Gortat miał 17 zbiórek, a Szubarga osiem asyst i drużyna nie wypuściła już tej szansy, wygrywając 86:75.
Jak się okazało, była to ostatnia wygrana zespołu gospodarzy w turnieju. Entuzjazm po dwóch zwycięstwach przygasiła wyraźna porażka 69:87 z Turcją, ze znanymi z występów w NBA Omerem Asikiem, Ersanem Ilyasovą i Hedo Turkoglu.
W drugiej fazie grupowej w Łodzi podopieczni Katzurina jeszcze tylko z późniejszym finalistą, Serbią, toczyli w miarę wyrównaną walkę, przegraną jednak 72:77. Po wyraźnych porażkach ze Słowenią 60:76 i Hiszpanią 68:90 zakończyli ostatecznie mistrzostwa na dziewiątym miejscu.
Dwie mistrzowskie imprezy mężczyzn w Polsce dobrze zwieńczyła scena z ceremonii zakończenia rywalizacji w Spodku, gdzie 10 lat wcześniej polskie koszykarki wywalczyły złoto ME. Zdobywcy tytułu MVP turnieju Pau Gasolowi, mistrzowi z ekipą Hiszpanii, gratulował blisko 79-letni trener srebrnych medalistów z Wrocławia (1963) Witold Zagórski.
2011 - Katowice, Bydgoszcz, Łódź
Dwa lata po mężczyznach, między 18 czerwca a 3 lipca 2011, w katowickim Spodku, ale także w Bydgoszczy i Łodzi, w mistrzostwach Europy rywalizowały kobiety. Polska, jako gospodarz, udział w turnieju miała zapewniony bez kwalifikacji. Drużyna trenera Dariusza Maciejewskiego walczyła o awans na igrzyska w Londynie, który dawało miejsce w czołowej piątce.
W kadrze zabrakło Agnieszki Bibrzyckiej, spodziewającej się potomka. W przeddzień turnieju, 17 czerwca 2011 roku w Wołominie, odbył się pogrzeb najlepszej polskiej koszykarki w historii, wprowadzonej do Galerii Sław FIBA (2019) Małgorzaty Dydek, bohaterki ME 1999, która w wieku 37 lat zmarła przedwcześnie w australijskim Brisbane, gdzie po zakończeniu kariery zamieszkała z mężem i dwoma synami.
Zawodniczki reprezentacji złożyły jej hołd, wkładając koszulki z napisem „Margo, pamiętamy 1999” na prezentację przed meczem z Czarnogórą w Spodku. Przegrały to spotkanie 53:70, by po zwycięstwie nad Niemcami 75:60 i porażce z Hiszpanią 63:78 awansować do drugiej fazy turnieju. Tutaj jednak przyszły porażki z Łotwą 53:62 i Chorwacją 56:64, co oznaczało utratę szans na ćwierćfinał, oraz na zakończenie z broniącą tytułu Francją 54:58. Oznaczało to 11. lokatę biało-czerwonych, których najlepszymi zawodniczkami były Ewelina Kobryn - trzecia strzelczyni turnieju ze średnią 14,7 pkt, Elżbieta Międzik i Agnieszka Szott-Hejmej.
2025 - grupa w Katowicach
Wszystkie pięć opisanych powyżej turniejów odbyło się w Polsce w całości. Po 14 latach europejskie gwiazdy, nie wyłączając tych grających za oceanem w lidze NBA, znów zawitały na Wisłę. Tym razem jednak Katowice były jednym z czterech miast, obok cypryjskiego Limassol, fińskiego Tampere oraz stolicy Łotwy - Rygi, goszczących rozgrywki grupowe Eurobasketu mężczyzn.
Odnowiony Spodek w dniach 28 sierpnia - 4 września stał się areną koszykarskich emocji i udanych występów prowadzonej przez Igora Milicicia reprezentacji Polski, która na poprzednim Eurobaskecie w Pradze i Berlinie wywalczyła znakomite czwarte miejsce, najwyższe od 51 lat.
Już w pierwszym meczu przyszło jej się zmierzyć ze Słowenią, z gwiazdorem NBA Luką Donciciem z Los Angeles Lakers w składzie, pamiętającą porażkę przed trzema laty 87:90 w Berlinie. Wyżej notowanym rywalom nie udał się rewanż. Polacy, przy ogłuszającym dopingu blisko 9,5-tysięcznej publiczności, zwyciężyli 105:95. Słoweńcom nie pomogły 34 punkty Doncicia, króla strzelców całego turnieju. Gospodarze mieli w swoich szeregach naturalizowanego Amerykanina Jordana Loyda (32 pkt, siedem "trójek"), wiedzącego jak grać z ekipą z Bałkanów kapitana zespołu Mateusza Ponitkę - 23 pkt czy Andrzeja Plutę - 15, który trafił m.in. trzykrotnie zza łuku, w tym w spektakularnej akcji, w której ograł Doncicia jego firmowym sposobem.
Od pierwszego spotkania katowickich mistrzostw Spodek... odleciał. Kibice, wypełniający po brzegi trybuny zrewitalizowanego obiektu, stworzyli wspaniałą, niezapomnianą atmosferę kulturalnego dopingu. W kolejnych spotkaniach Polacy pokonali Izrael 66:64 i Islandię 84:75. Porażki z Francją 76:83 i Belgią 69:70 nie pozbawiły ich awansu z drugiego miejsca w grupie D do fazy pucharowej w Rydze.
Decydujące mecze turnieju najlepsze zespoły z czterech grup rozgrywały już w stolicy Łotwy, gdzie biało-czerwoni w 1/8 finału pokonali Bośnię i Hercegowinę 80:72. W ćwierćfinale ulegli późniejszemu srebrnemu medaliście - Turcji 77:91, kończąc ostatecznie turniej na szóstej pozycji. Jordan Loyd, piąty strzelec turnieju (ze średnią 22,4 pkt), ustąpił tylko graczom NBA: Donciciowi, Grekowi Giannisowi Antetokounmpo z Milwaukee Bucks, Izraelczykowi Deniemu Avdiji z Portland Trail Blazers oraz Finowi Lauriemu Markkanenowi z Utah Jazz i został wybrany do drugiej piątki ME. W czołówkach klasyfikacji indywidualnych uplasowali się Ponitka i Michał Sokołowski.
Wracając do katowickiej części Eurobasketu 2025 - wszyscy, również goście z zagranicy obecni na meczach w „magicznym” Spodku, podkreślali jakość stworzonego spektaklu. Organizatorzy udowodnili, że Polska jest gotowa do przyjmowania największych międzynarodowych imprez. Zaowocowało to przyznaniem Warszawie mistrzostw świata 3x3, pierwszej w historii koszykarskiej imprezy tej rangi nad Wisłą.
Marek Cegliński (PAP)
cegl/ pp/