16h38 CEST
31/05/2026
Świątek triumfowała na kortach im. Rolanda Garrosa w latach 2020 i 2022-24. W poprzedniej edycji odpadła w półfinale. Zakończenie rywalizacji w 1/8 finału to wyrównanie jej najsłabszego wyniku we French Open z 2019 roku, kiedy debiutowała w seniorskiej rywalizacji w stolicy Francji.
- Zawsze przejmowałam się porażkami, teraz może nawet przejmuję się bardziej. Straciłam kontrolę nad meczem i nie potrafiłam odwrócić wyniku, bo grałam coraz słabiej. To na pewno nie jest pozytywne - podkreśliła Świątek.
- Czuję jednak, że to jest coś, nad czym przynajmniej mogę pracować. Skoro jest powód (słabszej gry - PAP), to może jest też rozwiązanie. Może zajmie mi to tydzień, może miesiąc, a może cały sezon. Ale muszę wierzyć, że mogę to przepracować i nie dać się skreślić - dodała.
Pierwszy set miał dwa oblicza i jeśli chodzi o grę Polki, to różnica była przede wszystkim w jej dyspozycji serwisowej. Początkowo jej podanie funkcjonowało bardzo dobrze. Nie musiała bronić break-pointów i po 30 minutach było 3:3. W kolejnym gemie sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przełamała Kostiuk i wydawało się, że na dobre przejmie kontrolę. Nic takiego się jednak nie stało.
Ukrainka natychmiast, i to bez straty punktu, odrobiła przełamanie. Historia powtórzyła się w dwóch kolejnych gemach. Znów najpierw Świątek poradziła sobie z serwisem rywalki i znów nie utrzymała przewagi.
Przy wyniku 5:5 Kostiuk w końcu utrzymała podanie. Świątek natomiast serwując na pozostanie w secie wciąż w tym aspekcie była w dołku. Zadanie utrudniała sobie podwójnymi błędami, a nieudane wyjście do siatki ostatecznie kosztowało ją przegraną.
- Od początku nie było idealnie, ale gra się z tym, co się ma. Do 5:4 w sumie czułam się w porządku. Czułam, że mogę poprawić poziom i to może zrobi różnicę. Zacznę mieć więcej kontroli nad meczem i nad wynikiem - przyznała Świątek.
O ile w pierwszej partii obie zawodniczki często się myliły - Świątek miała 25 niewymuszonych błędów, a Kostiuk 23 - to w drugiej sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Choć trwała tylko siedem gemów, to Polka zdołała ich uzbierać aż 14, a Ukrainka - cztery.
- Był moment na początku drugiego seta, że w miarę solidnie zagrałam, ale później grałam coraz gorzej - powiedziała Świątek.
Set zaczął się od prowadzenia Świątek, która przełamała Kostiuk. Dalej jednak nie serwowała solidnie i zaraz było 1:1. W trzecim gemie nie wykorzystała trzech break-pointów i w tym momencie spotkanie zaczęło jej „uciekać”.
Kostiuk po wyjściu z kłopotów wyraźnie złapała wiatr w żagle. Praktycznie przestała się mylić i zanotowała serię aż 10 z rzędu wygranych piłek. W efekcie błyskawicznie objęła prowadzenie 4:1. Świątek nadal popełniała błędy. Do końca meczu wygrała raptem trzy punkty. Spotkanie zakończyło się po jej kolejnym wyraźnie przestrzelonym forhendzie.
- Tak się zestresowałam, tak mnie spięło w ciele, że ciężko mi było sobie z tym poradzić, przerobić to w trakcie meczu. Dziś nie czułam dobrze piłki na rakiecie, zrobiłam tyle błędów, że tego meczu nie dało się wygrać, grając w ten sposób - podsumowała.
- To nie jest tak, że w poprzednich meczach czułam się idealnie. Taka gra po prostu wystarczała. Wiele rzeczy należało zrobić dzisiaj lepiej, ale było mi bardzo ciężko utrzymać wysoki poziom. Na etapie czwartej rundy rywalka takie sytuacje potrafi wykorzystać. Gratuluję Marcie - dodała.
24-letnia Kostiuk, której trenerką jest Sandra Zaniewska, dopiero drugi raz w karierze wystąpi w wielkoszlemowym ćwierćfinale. W 2024 roku na tym etapie zakończyła Australian Open. We wtorek jej rywalką będzie rodaczka Elina Switolina (nr 7.), która wygrała ze Szwajcarką Belindą Bencic (11.) 4:6, 6:4, 6:0.
Z Paryża - Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ af/