19h27 CEST
30/06/2026
W 2016 roku Serena Williams była ostatnią tenisistką, która w Londynie obroniła tytuł. Później każdą edycję Wimbledonu wygrywała inna zawodniczka. Dwa lata temu tytułu broniła Czeszka Marketa Vondrousova i przegrała już pierwsze spotkanie. Świątek tak szybkiego odpadnięcia zdołała uniknąć, ale delikatnie mówiąc zwycięstwo nie przyszło jej łatwo.
- Nie jest łatwo wracać jako obrończyni tytułu, dlatego cieszę się, że przebrnęłam przez ten mecz. Mam wrażenie, że w pierwszym i trzecim secie zagrałam naprawdę solidnie i bardzo dobrze - powiedziała Świątek, której grę z loży królewskiej oglądali jej tata i siostra.
Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa powiedziała, że ich obecność nie powodowała dodatkowej presji, bo to najbliższe jej osoby, które wiedzą, jak ona się czuję.
- Wiele osób czekało na ten mecz. Starałam się nim cieszyć, ale to nie jest łatwe, bo gra w tenisa bywa ciężka. Cieszę się z tego, jak to się skończyło i że moja rodzina była tutaj - dodała.
Pierwszego seta Świątek wygrała gładko 6:1 w zaledwie 31 minut. Popełniła w nim tylko cztery niewymuszone błędy. Świetnie funkcjonował jej serwis, który był tak ważnym elementem ubiegłorocznego triumfu. Lepszego wejścia w turniej nie można było sobie wyobrazić.
Od dłuższego czasu jednak jej problemem bywa utrzymanie wysokiego poziomu gry. Tak było choćby w marcu w Miami, gdy pierwszego seta z Magdą Linette wygrała 6:1, a w kolejnych uległa 5:7, 3:6.
Druga partia meczu z Townsend przywołała te wspomnienia. Amerykanka szybko bowiem uciekła na 4:0. Skuteczność pierwszego serwisu Świątek drastycznie spadła. Po zaledwie czterech gemach Polka miała na koncie 10 niewymuszonych błędów.
- Przez moment pewnie pomyślałam o tym, że w tym sezonie w trzecich setach mi nie idzie. Na korcie nie ma jednak czasu na rozmyślanie. Po prostu chciałam poprawić tę statystykę. Każdy mecz jest ważny, ale tu wyjątkowo mi zależało. W trzecim secie udało mi się odnaleźć spokój - powiedziała.
- To jak pracowałam przez ostatnie dni dało mi poczucie na korcie, że mam w sobie solidność, która pozwoli pokonać przeciwności - dodała.
Decydujący set zaczął się od serwisu Świątek. Wygrała dwa pierwsze punkty, jednak potem zrobiło się niezwykle nerwowo. Ostatecznie gem trwał ponad kwadrans, rozegrano w nim aż 24 piłki, a Polka obroniła cztery break pointy i zdołała go wygrać. Później powoli budowała przewagę. Spotkanie zakończyła asem. Gdy usiadła na ławce, skryła twarz w ręczniku i dopiero po dłuższej chwili udzieliła pomeczowego wywiadu.
- To była mieszanina różnych emocji. Generalnie po prostu cieszyłam się ze zwycięstwa i że jeszcze zagram na tym korcie - przyznała.
Jej kolejną rywalką będzie w czwartek Karolina Pliskova. Czeska tenisistka wygrała z rodaczką Terezą Valentovą 6:3, 6:4.
34-letnia Pliskova jest finalistką Wimbledonu z 2021 roku. W 2017 roku przez osiem tygodni była liderką rankingu, obecnie zajmuje w nim 73. miejsce. Z powodu kontuzji straciła cały sezon 2025. Świątek ma z nią bilans 3-0. Ostatni raz grały ze sobą trzy lata temu w Montrealu.
Z Londynu - Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ krys/