11h47 CEST
10/06/2026
Nigdy wcześniej mundial nie trwał tak długo, nie miał tak wielu uczestników, tak wielu spotkań i nie był organizowany przez trzy kraje. Mecze rozgrywane będą na 11 stadionach w USA, trzech w Meksyku i dwóch w Kanadzie.
Szef Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) Gianni Infantino i prezydent USA, gdzie odbędzie się większość meczów, Donald Trump tradycyjnie obiecują wielkie sportowe święto, ale to właśnie te postacie dostarczają największych kontrowersji.
Konfliktowa polityka międzynarodowa Trumpa - ale i wewnętrzna, związana m.in. z traktowaniem imigrantów - powoduje niepokój o bezpieczeństwo w czasie turnieju, szczególnie w meczach z udziałem Iranu.
Iran pozostaje w konflikcie z USA od lutego, gdy rozpoczęły się amerykańsko-izraelskie naloty. Długo trwały dyskusje, czy drużyna z zaatakowanego kraju wycofa się, a prezydent Trump zasugerował w pewnym momencie, że może ona wziąć udział w turnieju, ale ze względów bezpieczeństwa niekoniecznie powinna.
„Udział Iranu w mundialu pozostanie wątpliwy, dopóki 11 mężczyzn nie wybiegnie na boisko” - tak „The Athletic” podsumował sytuację drużyny z Bliskiego Wschodu kilka dni przed początkiem mistrzostw.
Irańczycy przenieśli swoją bazę treningową z Tucson w USA do meksykańskiej Tijuany. W sobotę ambasador Iranu w Meksyku Abolfazl Pasandideh przekazał, że jego ojczysta drużyna narodowa ma zgodę na pobyt w Stanach tylko w dniach meczowych. - Możemy wjechać rano i musimy wyjechać tego samego dnia – powiedział dziennikarzom. Trudno przewidzieć, jak będzie to wyglądało w praktyce.
Polityczne i społeczne kontrowersje często towarzyszyły jednak także poprzednim edycjom MŚ, szczególnie przed czterema laty w Katarze, gdzie zwracano uwagę m.in. na łamiące prawa człowieka traktowanie pracowników przygotowujących imprezę, donoszono także o śmierci wielu z nich. Tym razem istnieją też wątpliwości co do samej istoty turnieju - aspektu sportowego oraz kibiców.
Już samo rozszerzenie liczby uczestników z 32 do 48 wywołało negatywne reakcje środowiska piłkarskiego. Argumentowano, że takie rozwiązanie zwiększa obciążenie dla piłkarzy, już i tak zmęczonych sezonem klubowym.
Turniej potrwa dłużej (o 10 dni niż ten w Katarze), najlepsze reprezentacje rozegrają o jeden mecz więcej (1/16 finału), a uczestnicy decydujących rund będą mieli jeszcze krótszą przerwę przed powrotem do swoich klubów. W połączeniu z obawą dotyczącą wysokich temperatur, to wszystko może negatywnie wpłynąć na zdrowie zawodników.
Ucierpieć może także poziom sportowy spotkań, co zapewne będzie szczególnie widoczne w fazie grupowej, którą wielcy będą chcieli przejść najmniejszym możliwym nakładem sił. To oznacza duże zmiany w wyjściowych składach i być może częstszy odpoczynek największych gwiazd, którym będzie potrzebna świeżość w fazie pucharowej.
Na największe sportowe emocje trzeba będzie prawdopodobnie poczekać do fazy pucharowej. Duża liczba drużyn oznacza, że w grupach dojdzie tylko do nielicznych hitów, a na pierwszy plan wysuwają się starcia Brazylii z Marokiem, Hiszpanii z Urugwajem, Francji z Norwegią, Anglii z Chorwacją i Portugalii z Kolumbią.
Pierwotnie FIFA planowała podzielić zespoły na 16 grup po trzy, ale z tego rozwiązania zrezygnowała, bo mogłoby to doprowadzić do zmowy w niektórych meczach. Wrócono więc do formatu z czterema reprezentacjami w grupach. Z każdej z 12 do dalszej fazy awansują ekipy z miejsc 1-2, a stawkę 1/16 finału uzupełni osiem najlepszych z trzecich lokat.
Dla kibiców największym policzkiem są ceny biletów. Urosły one do takich rozmiarów, że nawet spytany o to Trump przyznał, że „tyle by nie zapłacił”. Sprawą zainteresowali się prokuratorzy w Nowym Jorku i New Jersey, którzy zarzucili FIFA „sztuczne pompowanie cen”.
Serwis sportowy sky.com donosi, że choć FIFA zapewnia, iż sprzedano wiele biletów po 60 dolarów, to większość z nich kosztowała znacznie więcej. Na oficjalnej platformie, gdzie można sprzedawać lub wymieniać wejściówki, najtańsze bilety na półfinał w Arlington w Teksasie kosztują 2,7 tys. dolarów, a ceny rosną nawet do ponad 11 tysięcy. Kilka miejsc na finał wyceniono tam na... 2,3 mln dolarów.
Tytułu bronić będzie Argentyna. W jej kadrze jest m.in. słynny Lionel Messi, który ma szansę zagrać w szóstym mundialu, podobnie jak Portugalczyk Cristiano Ronaldo. Po raz szósty powołany został również meksykański bramkarz Guillermo Ochoa, ale w dwóch turniejach był tylko rezerwowym.
W gronie 48 ekip znalazło się czterech debiutantów: Jordania, Uzbekistan, Republika Zielonego Przylądka oraz najmniejszy w historii kraj w mundialu - Curacao, zamieszkane przez ok. 160 tys. osób.
Nie ma natomiast reprezentacji Polski, która przegrała finał eliminacyjnych baraży ze Szwecją 2:3. Biało-czerwonych ostatnio w MŚ zabrakło w 2014 roku.
Mecz otwarcia pomiędzy Meksykiem a RPA rozpocznie się w czwartek o godzinie 21 czasu polskiego. Kilka godzin później, o 4 w nocy, w drugim spotkaniu grupy A zmierzą się Korea Południowa i Czechy.
Finał zostanie rozegrany 19 lipca w East Rutherford koło Nowego Jorku. (PAP)
mm/ pp/