11h27 CEST
14/06/2026
Jeden z hitów fazy grupowej nie zawiódł. Na stadionie w East Rutherford w aglomeracji Nowego Jorku, na którym 19 lipca rozegrany zostanie finał, od pierwszego gwizdka sędziego Slavko Vincicia trwała zacięta walka, ale obie drużyny prezentowały spory kunszt techniczny.
Prowadzenie bardziej zespołowo grającemu Maroku, czwartej ekipie poprzedniego mundialu i oficjalnemu mistrzowi Afryki, dał w 21. minucie zawodnik PSV Eindhoven Ismael Saibari. Wyrównał 11 minut później po indywidualnej akcji gwiazdor Realu Madryt Vinicius Junior.
W drugiej połowie tempo gry spadło, pięciokrotni mistrzowie globu mieli większą kontrolę nad przebiegiem wydarzeń na boisku, Maroko z kolei odważniej zaatakowało w końcówce, ale rezultat już się nie zmienił.
Trener Brazylii Carlo Ancelotti przyznał, że jego drużyna źle zaczęła mecz, ale w drugiej połowie już bardziej kontrolowała wydarzenia na boisku. - Generalnie było za dużo nerwowości w naszej grze - ocenił Włoch.
W lepszym nastroju był opiekun Maroka Mohamed Ouahbi, który zaznaczył, że jest spokojny o przyszłość w tym turnieju jego zespołu, który z meczu na mecz powinien spisywać się lepiej.
W drugim spotkaniu grupy C w Foxborough koło Bostonu Szkocja pokonała Haiti 1:0.
Zespół z Karaibów, który na drugi w historii występ w MŚ czekał ponad pół wieku - od 1974 roku, długimi fragmentami był równorzędnym rywalem dla wracających na mundial po 28 latach Szkotów. W pierwszej połowie sprawiał nawet lepsze wrażenie, a gola stracił po strzale Johna McGinna, choć piłka jeszcze odbiła się od jednego z defensorów. W końcówce bliski wyrównania był Frantzdy Pierrot, lecz piłka po jego uderzeniu głową minimalnie minęła prawy słupek szkockiej bramki.
- Kiedy grasz mecz, to zawsze chcesz wygrać. Jestem bardzo dumny z tego, co chłopcy pokazali na boisku. To był bardzo dobry występ. Tym bardziej frustrujące jest to, że trochę nam zabrakło, żeby chociaż zremisować - oświadczył francuski trener Haiti Sebastien Migne.
Jego vis a vis w ekipie Szkocji Steve Clarke chwalił swoich podopiecznych za postawę w defensywie i nawet za bardzo nie utyskiwał na kłopoty w ataku. - Kogo to teraz obchodzi? - wspomniał.
Szkoccy piłkarze mogli liczyć na wsparcie ponad 30 tys. kibiców, a z jednej z lóż wydarzenia na boisku śledził ich zagorzały fan Rod Stewart.
Sobota zaczęła się od niespodzianki w Santa Clarze, na obiekcie, na którym cztery miesiące temu odbył się mecz o Super Bowl w futbolu amerykańskim, gdzie pierwszy punkt w historii swoich występów w MŚ wywalczył Katar. Dzięki golowi w czwartej minucie doliczonego czasu gry zdobytemu po strzale głową Boualema Khoukhiego, ale zweryfikowanemu oficjalnie przez FIFA jako samobójcze trafienie Miro Muheima, zremisował ze Szwajcarią 1:1.
Faworyt prowadził od 19. minuty, gdy Breel Embolo wykorzystał rzut karny, podyktowany za faul bramkarza Mahmouda Abunady na Remo Freulerze. Później jednak 26-latek z Al Rajjan kilka razy wybawił swoją drużynę z opresji.
Katar, prowadzony obecnie przez hiszpańskiego trenera Julena Lopeteguiego, w 2022 roku jako gospodarz przegrał wszystkie trzy mecze grupowe i zakończył udział w turnieju z bilansem bramek 1-7.
- Przyjechaliśmy tutaj realizować swoje marzenia. Jedno małe właśnie się spełniło. Udowodniliśmy, że mamy prawo marzyć dalej - skomentował Lopetegui.
- To bardzo gorzka pigułka do przełknięcia. Po prostu wstyd, że pozwoliliśmy sobie odebrać zwycięstwo. Na pewno nie chcieliśmy zacząć w ten sposób - przyznał szwajcarski bramkarz Gregor Kobel.
Tym samym oba dotychczasowe spotkania grupy B zakończyły się tym samym wynikiem i wszystkie zespoły, także Bośnia i Hercegowina oraz Kanada, mają identyczny bilans. Ekipy z Europy zmierzą się w czwartek w Los Angeles, a współgospodarze mundialu podejmą Katarczyków trzy godziny później w Vancouver.
Kto wie, czy o jeszcze większą niespodziankę nie pokusili się Australijczycy, którzy wygrali z Turkami 2:0.
Piłkarze z antypodów nie byli faworytami w starciu z wracającą na mundial ekipą znad Bosforu, która z dobrej strony zaprezentowała się w Euro 2024. Uważna defensywa i skuteczne kontry okazały się jednak lepszą strategią na to spotkanie niż koronkowe akcje drużyny prowadzonej przez Włocha Vicenzo Montellę.
W 27. minucie po jednym z takich ataków Nestory Irankunda z angielskiego Watfordu okazał się szybszy i sprytniejszy od defensorów rywali, a kwadrans przed końcem Connor Metcalfe, klubowy kolega Arkadiusza Pyrki i Adama Dźwigały z FC Sankt Pauli, płaskim strzałem przy słupku ponownie pokonał Ugurcana Cakira.
Turków czekają jeszcze potyczki z USA i Paragwajem, więc rywalami teoretycznie silniejszymi niż Australijczycy.
Sobota była bardzo udana dla szkockiej rodziny Souttarów. 27-letni środkowy obrońca Harry Souttar był wyróżniającą się postacią ekipy Australii w meczu z Turcją, a jego o dwa lata starszy brat John z ławki rezerwowych obserwował wygraną ich wspólnej ojczyzny - Szkocji - z Haiti. Obaj urodzili się w Aberdeen, ale ich matka jest Australijką, a Harry zmienił reprezentacyjną przynależność siedem lat temu, po tym, jak wystąpił wcześniej juniorskich drużynach Szkocji.
Na razie w odwrocie są zespoły ze Starego Kontynentu. Z pięciu, które się do tej pory zaprezentowały, wygrali tylko Szkoci, choć też nie zachwycili. Porażek doznały Czechy i Turcja, a zremisowali Szwajcarzy i Bośniacy.
W niedzielę rozpoczną zmagania zespoły z grup E i F. Odbędą się mecze Niemiec z debiutującym w turnieju tej rangi Curacao, Wybrzeża Kości Słoniowej z Ekwadorem (gr. E) i Holandia - Japonia oraz Szwecja - Tunezja w stawce, w której mogli rywalizować polscy piłkarzy, gdyby w decydującym spotkaniu barażowym pokonali zespół „Trzech Koron”. (PAP)
pp/ sab/