07h27 CEST
19/06/2026
Spotkanie drużyn, które odniosły zwycięstwa na inaugurację zmagań grupowych, nie zachwyciło ponad 45 tysięcy kibiców. W pierwszej połowie dużo było na boisku piłkarskich szachów, a mało składnych akcji i strzałów. Zawodnikom obu ekip udającym się na przerwę do szatni towarzyszyły pomruki niezadowolenia.
Kluczowa sytuacja miała miejsce w 50. minucie. Bramkarz Seung-Gyu Kim wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu, do tego zderzył się z jednym z kolegów, a Luis Romo wykazał się sprytem, dopadł do piłki i skierował ją do pustej praktycznie bramki.
Azjaci przycisnęli, ale stworzyli tylko jedną groźną sytuację. W 88. minucie Raul Rangel dwukrotnie w tej samej akcji popisał się tyleż skutecznymi, co szczęśliwymi interwencjami, ratując zwycięstwo współgospodarzy mundialu.
Meksyk po dwóch wygranych, w których nie stracił gola, zapewnił sobie awans do 1/16 finału z pierwszego miejsca w grupie. To oznacza, że o 1/8 finału powalczy 30 czerwca na kultowym stadionie Azteca.
Koreańczycy nadal się w dobrej sytuacji, bo z trzema punktami zajmują drugie miejsce w tabeli grupy A i wszystko mają w swoich... nogach.
Po raz kolejny rozczarowali Czesi. Na inaugurację ulegli Koreańczykom 1:2, mimo że w drugiej połowie pierwsi zdobyli bramkę, a w czwartek zremisowali z RPA 1:1, choć prowadzili przez prawie 80 minut.
Ekipa z Europy uzyskała gola już w szóstej minucie, gdy niepilnowany Michal Sadilek – młodszy brat gracza Górnika Zabrze Lukasa – bez problemów pokonał Ronwena Williamsa. Zespół z Afryki wyrównał w 83. minucie, kiedy Teboho Mokoena wykorzystał „jedenastkę” podyktowaną za zagranie ręką Pavla Sulca.
- Dobrze zaczęliśmy, zdobyliśmy bramkę. Później jeszcze mieliśmy przynajmniej cztery czy pięć bardzo dobrych szans, ale ich nie wykorzystaliśmy. I dlatego spotkanie wymknęło nam się spod kontroli, aż w końcu przydarzył się ten nieszczęsny karny - zauważył szkoleniowiec Czechów Miroslav Koubek.
W trzeciej serii meczów grupowych Czechy zmierzą się z Meksykiem, a Korea Płd. z RPA.
Do historycznego wydarzenia doszło w Vancouver, gdzie Kanada wygrywając 6:0 z Katarem odniosła pierwsze zwycięstwo w MŚ. Wcześniej miała sześć porażek i remis.
Kanadyjczycy zagrali imponujące pierwsze 45 minut. Składne, dynamiczne ataki sprawiały, że od pierwszego gwizdka sędziego pod bramką rywali dochodziło do groźnych sytuacji. Cyle Larin, który w końcówce spotkania z Bośnią i Hercegowiną zapewnił współgospodarzom turnieju remis, tym razem już w 16. minucie otworzył wynik. Później dwukrotnie do siatki Kataru piłkę posłał napastnik Juventusu Turyn Jonathan David.
Gdy tuż przed przerwą trafił na 3:0, Katarczycy grali już w dziesiątkę, ponieważ czerwoną kartką został ukarany Homam Al Amin. Początkowo sędzia za jego faul na Tajonie Buchananie podyktował rzut karny, ale po analizie VAR „wycofał” go poza pole karne, a obrońcę katarskiego usunął z boiska.
Druga połowa zaczęła się od przykrego incydentu. W walce o piłkę Assim Omer Madibo złamał nogę Ismaelowi Kone. Pomocnik włoskiego Sassuolo opuścił boisko na noszach, ale pozdrawiając żegnających go owacją kibiców. Z kolei wyraźnie poruszony sytuacją i pocieszany nawet przez Kanadyjczyków katarski piłkarz, którego faul nie wyglądał na pierwszy rzut oka groźnie, ujrzał czerwoną kartkę.
- To wspaniały chłopak, który ma przed sobą wielką przyszłość. Robi rzeczy, których nie potrafi żaden inny zawodnik. Nie jest doskonały, ale właśnie dlatego go kochamy – powiedział o Kone trener Kanady Jesse Marsch o pochodzącym z Wybrzeża Kości Słoniowej 24-letnim pomocniku włoskiego Sassuolo.
Gospodarze strzelili jeszcze trzy gole. W 64. minucie z rzutu wolnego bramkę uzyskał rezerwowy Nathan Saliba, który zastąpił pechowca Kone, i prezentując koszulkę kontuzjowanego kolegi jasno dał do zrozumienia, komu dedykuje bramkę. Katarczycy bronili się całym zespołem, a sytuacja wokół ich pola karnego przypominała świetnie znany Kanadyjczykom hokejowy zamek. Piąte trafienie było samobójcze, a w końcówce 56. hat-tricka w historii MŚ skompletował David. To pierwszy w blisko 100-letniej historii mundialu piłkarz ze strefy CONCACAF (Ameryka Północna, Środkowa i Karaiby), któremu udała się ta sztuka.
W drugim meczu grupy B Szwajcaria wygrała z Bośnią i Hercegowiną 4:1, choć przez niemal pięć kwadransów nic takiego wyniku nie zapowiadało.
Przełomowym momentem okazało się trafienie rezerwowego Johana Manzambiego na 1:0 w 74. minucie. Sześć minut później Tarik Muharemović został ukarany czerwoną kartką, który zbyt ostro potraktował Breela Embolo. Helweci zdobyli jeszcze trzy gole, a Bośniacy zdołali odpowiedzieć efektownym trafieniem Ermina Mahmicia.
- To ważne trzy punkty, na które ciężko zapracowaliśmy. Wygraliśmy zasłużenie - ocenił selekcjoner Szwajcarów Murat Yakin i pochwalił rezerwowych, którzy strzelili trzy gole.
Inaczej oceniał spotkanie trener Bośniaków Sergej Barbarez. - Wynik jest zawyżony, nie zasłużyliśmy na tak wysoką porażkę. Przez 60 minut graliśmy znakomicie, znacznie lepiej niż rywale – powiedział Barbarez i wskazał, że nie należy się załamywać przed kończącym zmagania grupowe pojedynkiem z Katarem. - Na pewno nie ma mowy o zwieszaniu głów i rezygnacji. Wciąż mamy szansę awansować - dodał.
W piątek spotkania 2. kolejki rozegrają drużyny z grup C i D. W Seattle dwa zespoły ze zwycięstwami na koncie - USA kontra Australia, a w Santa Clarze Turcja spotka się z Paragwajem (D). Z kolei Filadelfii dojdzie do pojedynku Dawida z Goliatem - Brazylii z Haiti, natomiast w Foxborough pod Bostonem Szkocja zagra z Marokiem (C).
Awans do 1/16 finału uzyskają po dwie czołowe reprezentacje z każdej z 12 grup oraz osiem z najlepszym bilansem spośród tych, które zajęły trzecie lokaty.
Mundial w USA, Kanadzie i Meksyku potrwa do 19 lipca. (PAP)
pp/ mask/