20h17 CEST
27/06/2026
W Paryżu Chwalińska została pierwszą w tzw. open erze tenisistką, która rozpoczęła udział w turnieju na kortach Rolanda Garros w eliminacjach i dotarła do finału. Jej wyniki i styl gry zrobiły furorę, co 24-latka odczuła jeszcze we Francji, ale i po powrocie do ojczyzny.
- Kiedy przyleciałam do Warszawy, na lotnisku było mnóstwo ludzi. Kolejne dni były szalone. Czułam się trochę jak oszustka, miałam wrażenie, że na to nie zasługuję. Ludzie, przecież to był jeden turniej... - mówiła na konferencji prasowej w Londynie.
Tak właśnie odniosła się do pytania o „syndrom oszustki”, czyli przypadłość osób, które uważają, że nie zasługują na swój sukces i umniejszają jego znaczenie.
- Z jednej strony, oczywiście, bardzo to doceniam. To wspaniałe, poczuć miłość i docenienie od ludzi. Ale z drugiej, przecież to tylko tenis. Nie jestem boginią ani nic z tych rzeczy, jestem zwykłym człowiekiem – dodała Chwalińska.
Tenisistka z Dąbrowy Górniczej będzie rozstawiona (z numerem 20.) i ma prawo korzystać z obiektów zarezerwowanych dla zawodniczek z tym statusem, ale nie robi tego, bo „te zwykłe są bardzo ładne”.
- Fakt, że jestem rozstawiona, niczego nie zmienia. Każda zawodniczka tutaj jest bardzo groźna - oceniła Chwalińska.
W Wimbledonie wystartuje po raz drugi. W 2022 roku wygrała tam jeden mecz i była to jej jedyna wielkoszlemowa wygrana aż do tegorocznego French Open, gdy zrobiło się o niej głośno. Po Paryżu zyskała nie tylko większą popularność, ale i kolejnych sponsorów.
- Ale moja rutyna, moje priorytety się nie zmieniły. Owszem, jest więcej uwagi, ale moje priorytety są jasne - zapewniła.
Chwalińska nie rozegrała żadnego meczu od finału French Open, przegranego z Rosjanką Mirrą Andriejewą. Zamiast tego udała się na wakacje na Krecie. W poniedziałek, w 1. rundzie Wimbledonu, zmierzy się z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii, która do drabinki głównej przedostała się z kwalifikacji. (PAP)
mm/ sab/