14h27 CEST
26/05/2026
W tej parze tylko pierwsze spotkanie było zacięte i do wyłonienia zwycięzcy konieczna była dogrywka. Co więcej, to ekipa z Cleveland w regulaminowym czasie straciła wysokie prowadzenie i szansę na sukces.
Jak pokazały późniejsze spotkania, premierowe starcie było przełomowe, gdyż w kolejnych przewaga Nowojorczyków nie podlegała już dyskusji. Wszystkie zwycięstwa odnieśli co najmniej 10 punktami, a średnia różnica wyniosła 23,7.
W poniedziałek gospodarze w Rocket Arena prowadzili tylko do połowy pierwszej kwarty, a później już dominowali gracze Knicks, którzy systematycznie powiększali dystans. W pewnym momencie wyniósł on nawet 45 punktów (123:78). Trener Mike Brown sięgnął po głębokie rezerwy, z wyjątkiem... Sochana, który jako jedyny był w składzie meczowym, a nie pojawił się na boisku.
Środkowy gości Karl-Anthony Towns uzyskał 19 punktów i miał 14 zbiórek, 17 „oczek” dodał OG Anunoby, a rezerwowy Landry Shamet trafił wszystkie cztery rzuty za trzy punkty i uzbierał ich łącznie 16.
- Chłopcy znów zagrali świetnie. Od początku staraliśmy się podkręcić tempo, by nie pozwolić się rozpędzić rywalom. Zdobyliśmy 65 punktów dzięki zbiórkom w ataku i po kontrach. atakach. Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem coś takiego na tym etapie sezonu - chwalił swoją drużynę trener Brown, który doprowadził ją do finału już w pierwszym roku pracy.
O tytuł rywalizował dotychczas w 2007 roku, ale wtedy jego... Cavaliers przegrali z San Antonio Spurs 0-4.
Wśród miejscowych poziom trzymał jedynie Donovan Mitchell, który zakończył mecz z dorobkiem 31 pkt.
- Trzeba oddać rywalom, że grają teraz lepszą koszykówkę od nas. Naprawdę są w formie. Nie chcę umniejszać tego, co osiągnęliśmy, bo to jednak finał konferencji, ale czasami trzeba docenić drugą drużynę – powiedział trener „Kawalerzystów” Kenny Atkinson.
Po końcowej syrenie legendy Knicks - Walt „Clyde” Frazier i Patrick Ewing - wręczyli zespołowi trofeum im Boba Cousy’ego za mistrzostwo konferencji. Na trybunach zaś świętowali wierni fani Nowojorczyków: reżyser Spike Lee, komik Tracy Morgan czy aktorska para Kylie Jenner i Timothee Chalamet, który był ubrany w klubową kurtkę.
Knicks wygrali 11. z rzędu potyczkę w play off. To czwarta taka seria w najważniejszej części sezonu w historii ligi i najdłuższa od 2017 roku, kiedy Golden State Warriors zaliczyli 15 kolejnych zwycięstw w drodze po tytuł.
Nowojorczycy, którzy w dorobku mają dwa mistrzostwa (1970, 1973), na występ w wielkim finale NBA czekali od 1999 roku, gdy ulegli w decydującej batalii San Antoni Spurs (1-4).
Taki skład może się powtórzyć w tym roku, ponieważ zespół z Teksasu o prymat na Zachodzie rywalizuje z broniącymi tytułu koszykarzami Oklahoma City Thunder. Na razie jest 2-2. Piąty mecz - we wtorek. Początek finału - 3 czerwca. (PAP)
pp/