10h58 CET
15/02/2026
Amerykanka nieustannie dziękuje na Instagramie nie tylko za opiekę, ale i wsparcie, jakie dostaje od fanów z całego świata.
- Czytałam mnóstwo informacji i komentarzy, w których ludzie pisali, że to, co mnie spotkało, sprawia im ból i smutek. Proszę nie smućcie się. Z otwartym sercem przyjmuję empatię, miłość i wsparcie, ale nie proszę o smutek, ani o współczucie. Mam nadzieję, że zamiast tego da wam to siłę do dalszej walki, ponieważ sama walczę i będę robić to nadal. Kiedy myślę o wypadku, wiem, że na bramce startowej byłam świadoma ryzyka i potencjalnych konsekwencji. Zdecydowałam się podjąć to ryzyko - podkreśliła.
41-letnia Amerykanka wystartowała w niedzielę, mimo że 30 stycznia w szwajcarskiej Crans-Montanie doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego w kolanie wskutek upadku podczas zawodów Pucharu Świata. Nieźle radziła sobie podczas treningów w Cortinie d’Ampezzo, mimo że jechała z ortezą chroniącą staw. W zawodach, startując jako 13. zawodniczka, upadła na początku trasy, jak wyliczono - po około 13 sekundach jazdy. Zahaczyła o jedną z bramek i z dużą prędkością bezwładnie przekoziołkowała po stoku. Przez kilkanaście minut była opatrywana przez ratowników, zanim została zabrana przez śmigłowiec.
Amerykanka, która jest jedną z najbardziej utytułowanych alpejek w historii i ikoną dyscypliny, ostatnim zdaniem przekazanym ze szpitala w Treviso udowodniła wielką pasję do narciarstwa, walki i wygrywania i najwyraźniej nie zamierza z niej rezygnować.
- Nadal (mimo swojej sytuacji - PAP) czekam na moment, kiedy znów będą mogła ponownie stanąć na szczycie góry. I zrobię to - podkreśliła.
Vonn czterokrotnie zdobywała Puchar Świata. Do rywalizacji powróciła w ubiegłym sezonie po sześcioletniej przerwie. Jej celem był medal igrzysk we Włoszech. Jedyne olimpijskie złoto wywalczyła w 2010 roku w Vancouver, wygrywając zjazd. (PAP)
olga/ cegl/