16h08 CEST
02/06/2026
Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku, niespełna sześć miesięcy po Idze Świątek. W czasach juniorskich ich drogi były mocno związane, a przyjaciółkami są do dziś. W 2017 roku dotarły wspólnie do finału debla w juniorskim Australian Open.
Sportowo rozjeżdżać się zaczęły u progu dorosłości. W 2020 roku Świątek sensacyjnie wygrała French Open, a Chwalińska uważana za zbyt niską, aby odnieść sukces w tenisie, znalazła się na zakręcie. Kontuzja nadgarstka, brak wiary w siebie, aż w końcu zdiagnozowana depresja. W czerwcu 2021 oficjalnie poinformowała o swoich problemach i zawieszeniu kariery.
Wznowiła ją po kilku miesiącach. Latem 2022 przebrnęła kwalifikacje do Wimbledonu i zaliczyła wielkoszlemowy debiut. W drugiej rundzie, po trzysetowym meczu, przegrała z rozstawioną z numerem 28. Amerykanką Alison Riske. Wydawało się, że wszystko zaczyna iść po jej myśli. Wkrótce jednak czekała ją kolejna przerwa - tym razem półroczna z powodu kontuzji kolana.
Tak na dobrą sprawę dopiero sezon 2024 był tym, w którym mogła bez większych problemów rywalizować. Zwieńczyła go pierwszym tytułem w imprezie WTA 125, gdy w grudniu okazała się najlepsza w brazylijskim Florianopolis.
We wrześniu 2025 roku wygrała kolejne zawody tej rangi - w szwajcarskim Montreaux, a w kwietniu 2026 w portugalskim Oeiras. Wszystkie te turnieje rozgrywane były na kortach ziemnych, czyli jak French Open.
Chwalińska podkreśla, że lepszą grę umożliwia jej praca, jaką wykonuje w zakresie przygotowania fizycznego. Od roku pomaga jej w tym Maciej Ryszczuk, odpowiadający za ten sam aspekt w zespole Świątek.
- Pierwsze co zrobiliśmy, to zmniejszyliśmy objętość treningów. Troszeczkę odjęliśmy debla na turniejach, żeby mogła się skupić tylko na singlu - zdradził Ryszczuk, który po odpadnięciu Świątek został z Chwalińską w Paryżu.
Przygotowanie fizyczne Chwalińskiej wzbudza szacunek, bo w stolicy Francji rozegrała już siedem meczów. Wszystko przez to, że musiała przebijać się przez trzystopniowe kwalifikacje.
W 1. rundzie zasadniczych zmagań wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2, a w 1/8 finału Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2.
O ile zdrowie wcześniej nie było mocną stroną Chwalińskiej, to zawsze imponowała umiejętnościami technicznymi. W Paryżu doceniana jest jej tenisowa inteligencja i kombinacyjna gra, bogata w dropszoty i loby.
- Wierzcie mi, nie jest łatwo z nią grać. Zawsze stara się uderzać piłki inaczej, więc było mi bardzo trudno cokolwiek przewidzieć. Jestem bardzo zmęczona i to efekt jej gry - podkreśliła po poniedziałkowej porażce Parry.
- Widziałam jej (Chwalińskiej - PAP) ostatnie mecze i przypadkiem trening. Ziemna nawierzchnia służy jej grze. Dobrze się porusza, zmienia rytm. Jest jedną z tych bystrych zawodniczek i jest naprawdę dobra w defensywie - komplementów nie szczędziła liderka rankingu Białorusinka Aryna Sabalenka, z którą Chwalińska może zagrać w półfinale.
W środę w ćwierćfinale rywalką Polki będzie rozstawiona z numerem 22. Anna Kalinska. Choć to kolejna znacznie wyżej notowana od niej tenisistka, to bukmacherzy ich szanse w meczu oceniają na 50/50.
Chwalińska nie ukrywała, że celem na ten sezon był awans do czołowej setki rankingu. Świetną grą w Paryżu drzwi do niej otworzyła z impetem. Na ten moment wirtualnie plasuje się na 49. pozycji, ale jeśli wygra z Kalinską, to wskoczy do trzeciej dziesiątki, co w US Open może dać rozstawienie.
Z Paryża - Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ pp/