09h47 CEST
13/06/2026
Trzecią zawodniczką z top 30 z kobietą w roli szkoleniowca jest Anna Kalinska, pracująca z Patricią Tarabini. Rosjanka w Paryżu dotarła do ćwierćfinału, w którym uległa Mai Chwalińskiej. Trenerki mniej więcej 10 procent stanowią też w czołowej setce listy WTA.
- W top 100 na pewno jest mniej niż 15 kobiet trenerek. Szczerze mówiąc nie wiem, czy dałabym radę 10 wymienić - zauważyła Zaniewska.
54-letnia Martinez po raz drugi świętowała z podopieczną wielkoszlemowy triumf. W 2017 roku Hiszpanka do tytułu w Wimbledonie poprowadziła rodaczkę Garbine Muguruzę. Paryski półfinał Kostiuk - Andriejewa był natomiast pierwszym w historii Wielkiego Szlema, w którym obie tenisistki miały trenerki.
- To pokazuje, że więcej kobiet może trenować i mogą to robić na wysokim poziomie. Teraz może więcej zawodniczek rozważy zatrudnienie kobiety. Wielu taki pomysł pewnie nawet nie przyszedł do głowy, bo po prostu przez większość swojego życia są przyzwyczajone do pracy z mężczyznami - uważa Zaniewska.
Polka jest równo 20 lat młodsza od Martinez. Nie miała tak udanej tenisowej kariery jak mistrzyni Wimbledonu z 1994 roku. Z powodów zdrowotnych zakończyła ją w 2017 roku, a w singlowym rankingu najwyżej była 142. W 2018, mając 26 lat, została trenerką rok starszej Petry Martić. Chorwatka w niespełna dwa lata przesunęła się z końca setki do drugiej dziesiątki rankingu.
Później pracowała z Francuzką Alize Cornet, a następnie w tenisowej akademii Patricka Mouratoglou, byłego trenera Sereny Williams, gdzie odpowiadała za szukanie nowych talentów. Od drugiej połowy 2023 roku prowadzi Kostiuk.
- Umówiłyśmy się na tygodniową próbę. Byłam wtedy w takim stanie, że każdego dnia na treningu płakałam. Sandra nawet raz tego nie skomentowała i dlatego chciałam z nią dalej pracować. Wszyscy inni trenerzy, z jakimi miałam do czynienia, mówiliby, że muszę się zmienić, bo inaczej nic z tego nie będzie. Miałam wtedy burzę w głowie, a ona zaskoczyła mnie swoim spokojem - blisko 24-letnia Ukrainka wspominała początek ich pracy.
- Pozwoliła mi być sobą. Pierwszy raz poczułam się komfortowo w relacji z trenerem, nie tylko jako zawodniczka, ale jako człowiek - dodała.
Zaniewska podkreśla, że w relacji trener-zawodnik najbardziej skomplikowany jest właśnie ludzki aspekt współpracy.
- Bardzo ważne jest, żeby dobrze poznać zawodnika, żeby mieć z nim dobrą relację. A żeby była na to szansa, to trzeba być ciekawym jego osoby - zwróciła uwagę.
Tenisowy warsztat sam w sobie to kwestia najprostsza, ale nie wtedy, kiedy pojawia się stres.
- Forhend, bekhend, serwis to dosłownie mechanika, więc łatwe do nauczenia. Nie jest jednak łatwo nauczyć kogoś, jak ma to robić pod presją, np. gdy broni piłki meczowej w ważnym meczu - podkreśliła.
Zdaniem Zaniewskiej podejście do kwestii mentalnej w tenisie przeszło sporą zmianę przez ostatnią dekadę. Obecnie wiele zawodniczek przyznaje się do pracy nad nią. Czasem przyjmuje ona formę współpracy, stałej lub doraźnej, z psychologiem sportowym. Czasem po prostu wystarczy trener, który będzie umiał zadbać o ten aspekt.
- Myślę, że kiedyś ludzie o tym nie rozmawiali, bo uważali, że jeżeli ktoś powie, że jest słaby mentalnie i potrzebuje psychologa, to naprawdę jest z nim coś nie tak. Teraz świat jest bardziej otwarty. Ludzie nie chodzą do psychologa tylko dlatego, że coś jest nie tak, tylko np. po to, aby mieć lepszą jakość życia. Chcą zobaczyć, co jeszcze mogą zrobić - powiedziała.
Konieczność radzenia sobie ze stresem to nie tylko domena zawodnika. Zaniewska jako metodę kanalizowania emocji wybrała... pisanie. Prowadzi profil na platformie „Substack”, gdzie dzieli się swoimi przemyśleniami z trenerskiej pracy, spostrzeżeniami zza kulis. Choć nie było to jej intencją, to wyszedł z tego też poradnik dla szkoleniowców. W kwietniu można było przeczytać np. o zjawisku wypalenia wśród trenerów.
- Bardzo lubię pisać. W zeszłym roku znów zaczęłam, z myślą, że robię to dla siebie. Pokazałam kilka tekstów Marcie i ona stwierdziła, że trzeba to publikować, że może się ludziom przydać. Wciąż robię to dla siebie, ale może rzeczywiście te refleksje pokażą komuś, że ten świat nie jest tak daleko od innych. Jasne, dotarcie na poziom Wielkiego Szlema nie jest łatwe do osiągnięcia, ale nie jest to też coś odległego, jak loty w kosmos - zaznaczyła.
Tenisową pasję u Zaniewskiej wręcz widać w oczach. O pracy opowiada z energią, uśmiechem, ale to nie znaczy, że nie dostrzega jej ciemniejszych stron. Nie miała problemów ze wskazaniem, co jest w niej najbardziej uciążliwe.
- Wyjazdy. Ta praca staje się dosłownie całym życiem. Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś inne życie, skoro jestem na wyjazdach ponad 40 tygodni w roku. Trzeba się dobrze czuć z faktem, że kariera zawodnika determinuje to, jak wygląda twoje życie - podsumowała.
Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ pp/