09h07 CEST
02/05/2026
Lublinianki pod wodzą Kowalewskiego, dla którego był to pierwszy pełny sezon w AZS UMCS (zastąpił w styczniu 2025 roku Krzysztofa Szewczyka, w zasadniczej części rozgrywek odniosły 17 zwycięstw w 22 spotkaniach i zajęły drugie miejsce w tabeli, za KSSSE Enea Gorzów Wlkp. W play off uzyskały bilans 9-1, pokonując w ćwierćfinale Wisłę Kraków 3-0, w półfinale 1KS Ślęzę Wrocław także 3-0, a decydującej batalii Enea AZS Politechnika Poznań 3-1.
Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło - trzy lata temu BC Polkowice, prowadzone właśnie przez Kowalewskiego, jako faworytki finału uległy akademiczkom z Lublina 2-3.
- Nie pamiętam już tamtej porażki Polkowic z lubelskim klubem, tzn. nie patrzę na to w ten sposób. Na pewno to mistrzostwo smakuje inaczej. Jak? Jak zrealizowany fajnie projekt, bo właśnie z misją zdobycia złota przychodziliśmy z trenerem Wojtkiem Eliaszem-Radzikowskim do Lublina. Wykonaliśmy „na zimno” robotę, którą mieliśmy zrobić - podkreślił Kowalewski.
Nie krył satysfakcji nie tylko z mistrzostwa, ale i samej rywalizacji - na dobrym poziomie i bez złych emocji. Nie mogło być inaczej skoro to trener poznańskiej ekipy, były koszykarz-kadrowicz z Lublina Wojciech Szawarski wprowadzał go do żeńskiego basketu.
- Dobry finał, czysto koszykarska walka, bez podtekstów, bez złej krwi. Każdemu szkoleniowcowi i każdemu kibicowi życzę rywalizacji o najwyższe cele w takiej atmosferze. Nie mogło być inaczej - znamy się z Wojtkiem Szawarskim od lat, to przecież on wciągnął mnie w żeński basket i zaproponował pracę asystenta w Ostrovii Ostrów Wlkp. 10 lat temu, gdy ten zespół walczył o ekstraklasę. Znamy się jak łyse konie. Mogę powiedzieć, że się przyjaźnimy, niemal codziennie ze sobą rozmawiamy i w niczym to nie zaszkodziło ani rywalizacji o mistrzostwo Polski, ani naszym relacjom - tłumaczył.
Kowalewski komplementował postawę Enea AZS Politechniki.
- Poznanianki sprawiły pozytywną niespodziankę docierając do finału i tak dobrze w nim grając, choć muszę powiedzieć, że spodziewaliśmy się, iż będą mocne patrząc od lat na pracę w klubie i na sposób budowania drużyny. W finałach było widać, że mamy więcej sił i nic dziwnego, skoro rywalki grały o trzy mecze więcej niż my w play off w tak krótkim czasie - wspomniał.
Przy okazji przyznał, że nie jest fanem meczów o medale dzień po dniu.
- Przynajmniej jeden dzień odpoczynku powinien być, żeby sztab miał czas na korekty taktyczne, a zawodniczki na odpoczynek i regenerację przed kolejnym spotkaniem - dodał.
Szkoleniowiec wspomniał też, że jest zadowolony z poziomu decydującej fazy rozgrywek ekstraklasy, ale i sezonu zasadniczego.
- Dobrze, że liga nie miała faworyta w praktyce, choć oczywiście „na papierze” Gorzów był naprawę mocny. Ekstraklasa była wyrównana, bo nie tylko cztery-pięć drużyn miało pewność gry w play off, ale walczyło o to kilka innych zespołów i do każdego meczu faworyci musieli się przygotować, jak np. do zmagań z fajnie prezentującymi się Wisły Kraków czy beniaminka Bochni. Dużo jeszcze przed ligą do zrobienia, by atrakcyjnością mierzoną liczbą kibiców dorównać lidze siatkarek, ale widać, że się to zmienia na plus - ocenił.
Na razie Kowalewski nie wie, jaka przyszłość czeka go w następnym sezonie. Rozmowy z władzami klubu z Lublina są w toku.
- Mówię to otwarcie i zawsze tak było, że chcę pracować w ambitnych projektach i jeśli taki będzie plan na przyszłość w Lublinie, to na pewno się dogadamy. Jasne jest, że po sukcesie chce się kontynuować pracę, bo zaprocentowało to, co już zrobiliśmy - zauważył.
Przygotowania do listopadowego okienka FIBA na mecze kwalifikacji mistrzostw Europy rozpoczną się później niż zwykle, tj. w połowie lipca. Powodów jest kilka. To m.in. czerwcowe mistrzostwa świata w koszykówce 3x3 w Warszawie oraz wrześniowe mistrzostwa świata, co daje szansę biało-czerwonym na mecze towarzyskie z czołowymi zespołami globu przed turniejem w Berlinie (4-13 września).
Polska ostatni raz w ME uczestniczyła w 2015 r. i trener Kowalewski jest zdeterminowany, by w najbliższej edycji reprezentacja, która zdobyła przecież złoto w 1999, dwa lata później była szósta, a w 2003 roku - czwarta, powróciła do kontynentalnej elity.
- Ze względu na turniej 3x3 w Warszawie musieliśmy nieco zmienić harmonogram pracy w lecie, poza tym późniejszy start zajęć z kadrą daje możliwość sparingów z uczestnikami mistrzostw świata. Do tego koniec lipca i sierpień to czas bliższy listopadowemu okienku kwalifikacyjnemu - wyjaśnił.
Reprezentacja Polski w drugiej turze eliminacji ME zagra w grupie z Turcją, Czarnogórą i Izraelem.
- Grupę uważam za dobrą dla nas. Turcja, uczestnik mistrzostw świata, jest faworytem, ale my zamierzamy się bić z nią o pierwsze miejsce. Czarnogóra i Izrael to absolutnie drużyny w naszym zasięgu, są szanse i perspektywy na upragniony awans. Nie ukrywam, że doprowadzenie zespołu do udziału w Eurobaskecie to obecnie moje największe zawodowe marzenie - podkreślił.
Przyznał, że w eliminacjach chciałby móc korzystać z naturalizowanej kilka lat temu Stephanie Mavungi, ale sztab poszukuje też nowych kandydatek do gry w reprezentacji.
- To jest trend europejski, ale wybór i możliwość pozyskania dobrej zawodniczki, i to nie tylko na jedną akcję kwalifikacyjną, bo chcemy mieć potencjalną nową koszykarkę, jak Stephanie, w dłuższej perspektywie, jest coraz trudniejsze. Ligi azjatyckie kuszą sporymi pieniędzmi, a poza tym powstaje w USA projekt ligi objazdowej, która rozgrywałaby mecze na całym świecie. Już teraz rozgrywki WNBA kolidują z terminami lig europejskich, a ewentualny nowy projekt jeszcze bardziej zagęściłby globalny kalendarz. Nota bene za nowym pomysłem stoi m.in. mistrzyni WNBA (2016) i Polski z CCC Polkowice (2009) Alana Beard - zdradził.
Kowalewski cieszy się, że szybko zakończona walka o mistrzostwo kraju i przesunięcie zgrupowania reprezentacji na drugą połowę lipca pozwolą mu na dłuższy, pierwszy od lat w takim wymiarze, wypoczynek i naładowanie baterii przed kolejnymi wyzwaniami w karierze.
- Myślę, że w końcu uda mi się odwiedzić obydwie siostry, które mieszkają w Australii w Gold Coast. Ostatni raz byłem u nich 10 lat temu, więc najwyższa pora na ponowną wyprawę. Zawsze też po drodze można zwiedzić inny kawałek świata, np. Singapur, który jest przesiadkowym hubem dla połączeń Europy z antypodami i daleką Azją - zdradził wakacyjne plany trener mistrzyń kraju i drużyny narodowej.
Olga Miriam Przybyłowicz (PAP)
olga/ cegl/ pp/