07h07 CEST
30/03/2026
Świątek rozstała się z trenerem Wimem Fissette’em 23 marca, po blisko półtora roku pracy. Choć powodów nie zdradzono, to można zakładać, że główną przyczyną był brak sukcesów w ostatnich miesiącach. Najcenniejsze zwycięstwo odnieśli wspólnie w lipcu ubiegłego roku, kiedy Polka wygrała najbardziej prestiżowy turniej - Wimbledon.
Iwański już pod koniec 2024 roku w wywiadzie dla serwisu internetowego „Forum Trenera”, przewidywał, że Świątek z Belgiem nie będzie pracowała tak długo, jak ze swoim poprzednim szkoleniowcem. Z Tomaszem Wiktorowskim spędziła niecałe trzy lata.
- Cała historia pracy Wima pokazywała, że nie ma szczególnie długich etapów pracy z jedną zawodniczką. Jest trenerem potrafiącym dopasować się do różnego rodzaju okoliczności, a niekoniecznie narzucającym swoją wolę podopiecznej. Stąd była moja konkluzja - powiedział PAP Iwański, który do trzeciego miejsca w rankingu doprowadził Rosjankę Nadię Pietrową.
Fissette jest szkoleniowcem bardzo utytułowanym. Jego tenisistki zdobyły siedem tytułów wielkoszlemowych, a życiowe wyniki pod jego wodzą notowały też zawodniczki o niższym potencjale niż te z absolutnej czołówki. Pozytywny wpływ Belga rzeczywiście nigdy nie trwał jednak zbyt długo. Od 2009 roku prowadził łącznie 11 tenisistek, z czego dwie w dwóch różnych okresach.
Trenera szuka też Hubert Hurkacz. 29-letni Wrocławianin po siedmiu przegranych meczach z rzędu rozstał się z Chilijczykiem Nicolasem Massu, z którym pracował od listopada 2024.
- Choć uważałem, że Massu nie był idealnym trenerem dla Huberta, bo w moim odczuciu potrzebuje kogoś, kto doda mu przebojowości, odwagi, agresywności, a Chilijczyk w czasach zawodniczych był skupiony na grze z głębi kortu, to jego pracę jest bardzo trudno ocenić z powodu problemów zdrowotnych Huberta - podkreślił Iwański, który przez cztery lata był też trenerem najlepszego obecnie polskiego singlisty Kamila Majchrzaka.
Szukanie szkoleniowca w trakcie sezonu jest utrudnieniem, bo wielu po prostu ma już zobowiązania. Status Świątek, ale również i Hurkacza, który przez lata plasował się w czołowej dziesiątce rankingu, powoduje jednak, że na brak kandydatów nie powinni narzekać.
- Nie wierzę, że Iga zaczęła poszukiwania trenera w dniu, w którym zwolniła Wima. To się zaczęło znacznie wcześniej. W cały proces na pewno włączeni są menedżerowie, ale również sami zawodnicy przez lata kariery wypracowują swoje kontakty - zaznaczył Iwański.
Darren Cahill, były trener Lleytona Hewitta, Andre Agassiego, Simony Halep, a obecnie Jannika Sinnera, za bardzo dobrą postrzega sytuację, w której z potencjalną propozycją pracy do szkoleniowca bezpośrednio odzywa się zawodnik, a nie jego agent.
- To poprawia cały proces o tysiąc procent. Zawodnik musi być trochę jak prezes firmy, który prowadzi nabór. Należy zadać wiele pytań, starać się wyciągnąć jak najwięcej informacji od trenera. Dowiedzieć się, jak radzi sobie w różnych sytuacjach. Nawet jeśli tenisista na kogoś się nie zdecyduje, to sama rozmowa z kandydatem o tym, jak widzi jego grę, gdzie dostrzega pole do poprawy, stanowi darmowe porady - powiedział Cahill w podcaście „Tennis Insider Club”, prowadzonym przez byłą francuską tenisistkę Caroline Garcię.
- Zawodnik ma jakieś wyobrażenie osoby, której szuka. Czasem to wyobrażenie jest odpowiednie, a czasem nie. Zawsze podkreślam, że mogę być idealnym trenerem dla zawodnika X, a bardzo słabym dla zawodnika Y. Przyczyną mogą być choćby różnice światopoglądowe - zwrócił uwagę Iwański.
Biorąc pod uwagę moment sezonu, wiceprezes AZS Łódź uważa, że nowi trenerzy Świątek i Hurkacza nie wprowadzą drastycznych zmian. Kluczowe będzie przywrócenie im wiary, że są świetnymi zawodnikami.
- Idze niekoniecznie jest potrzebny szkoleniowiec z wielkim nazwiskiem. Biorąc pod uwagę, że ona nie zamierza dokonać innych zmian w sztabie, potrzebny jest człowiek, który będzie się umiał dogadać z ludźmi dookoła niej i będzie umiał uporządkować pewne rzeczy, bo w ostatnim czasie w jej grę wkradło się sporo bałaganu - ocenił.
Nowy trener Świątek będzie czwartym, którego czeka współpraca z psycholożką Darią Abramowicz i odpowiadającym za przygotowanie fizyczne tenisistki Maciejem Ryszczukiem.
- U Huberta widziałbym kogoś, kto naprawdę dobrze grał w tenisa, kto był w swojej grze odważny. Potrzebny jest człowiek z autorytetem, który będzie go umiał przekonać do zmian taktycznych - dodał Iwański i jednocześnie zaznaczył, że jego rolą nie jest doradzanie Świątek czy Hurkaczowi.
Warto również zwrócić uwagę na zmianę, jaką w przypadku najlepszych zawodników, przeszła rola trenera tenisowego. Dziś są oni jedną z osób w sztabie i zdarza się, że wcale nie tą najważniejszą.
Za ojca dominacji Aryny Sabalenki w ostatnim czasie uchodzi Jason Stacy. Amerykanin, który w przeszłości pracował z zawodnikami sztuk walki i pływakami, to tzw. performance coach. Odpowiada za przygotowanie fizyczne i mentalne.
W rozmowie ze stroną wimbledon.com Stacy zdradził, że nauczył Białorusinkę lepiej kontrolować emocje m.in. za pomocą technik oddechowych.
- Ważną częścią mojej roli jest dbanie o to, abyśmy mieli odpowiednich ludzi, którzy robią właściwe rzeczy we właściwym czasie. Żartuję, że jestem „niańką” tego sztabu. Dotyczy to nawet pilnowania mowy ciała wszystkich z zespołu przed i po meczu - przyznał również.
Nad poprawą serwisu Sabalenka pracowała natomiast z biomechanikiem Gavinem MacMillanem. Teraz podopieczną Kanadyjczyka jest Amerykanka Coco Gauff.
Wspomniany Cahill w sztabie Sinnera jest bardziej coachem niż trenerem czysto tenisowym. Za techniczny warsztat Włocha odpowiada przede wszystkim Simone Vagnozzi.
- Kluczowe jest, czy zawodnik może sobie pozwolić na utrzymanie zespołu, który kosztuje przykładowo ponad pół miliona dolarów rocznie. Specjalizacje trenerskie bardzo się zawęziły i jeśli zawodnik ma środki, to stara się obudować fachowcami z różnych dziedzin - powiedział Iwański.
Jest bardzo prawdopodobne, że niespełna 25-letnia Świątek, nawet jeśli wybierze teraz odpowiedniego trenera, to jeszcze nie raz będzie szukała szkoleniowca. Zarówno Cahill, jak i MacMillan, stoją na stanowisku, że formuła nawet udanej współpracy po około trzech latach zwykle się wyczerpuje i jest to wystarczający czas, aby przekazać podopiecznemu wszystko, co się umie.
- Bardzo rzadko się zdarza, że trener jest na tyle wszechstronny, na tyle w swoich różnego rodzaju działaniach twórczy, że potrafi znacząco wydłużyć okres owocnej współpracy – zgodził się Iwański.
Najbliższy turniej z udziałem sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej rozpocznie się 13 kwietnia w Stuttgarcie. Planowo w Niemczech ma się pojawić z nowym trenerem. Nie sposób przewidzieć, ile czasu szkoleniowiec będzie potrzebował, aby skierować Świątek na zwycięską ścieżkę. Może się okazać, że naprawdę niewiele.
- W przypadku zawodników, którzy tenisowo i fizycznie prezentują wysoki poziom, a do takich należy zaliczyć Igę i Huberta, pozytywne efekty mogą przyjść bardzo szybko. Czasem niewiele trzeba, aby wszystko wskoczyło na właściwe tory - uważa Iwański.
Przykładem szybkiego sukcesu i to dużego kalibru są Gauff i Brad Gilbert. Jej trenerem został w lipcu 2023 roku, a już we wrześniu wygrała pierwszy wielkoszlemowy turniej w karierze - US Open. Rok później Gilbert został... zwolniony.
Podobny okres został do French Open - turnieju, w którym zwycięstwo w 2020 roku było dla Świątek trampoliną do ścisłej światowej czołówki. Później wygrała w Paryżu w latach 2022-24, aż w poprzednim sezonie z tronu zepchnęła ją Sabalenka, której uległa w półfinale. Finał Białorusinka przegrała z Gauff.
Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)
wkp/ pp/