10h07 CEST
13/05/2026
Polska Agencja Prasowa: W wieku 25 lat zdobył pan dwa najcenniejsze trofea Orlen Basket Ligi w głosowaniu szkoleniowców zespołów ekstraklasy. Które wyróżnienie ceni pan więcej?
Andrzej Pluta: Tytuł MVP. To ekstra motywacja do dalszej pracy, szczególnie przed play off. Chcę jednak zaznaczyć, że to nie wyróżnienia indywidualne były moim celem przed sezonem. Nawet o nich nie myślałem. Celem było jak najwyższe miejsce przed play off, co się już udało, i obrona tytułu, o co zaczynamy walkę. To, że otrzymałem wyróżnienia indywidualne to zasługa w stu procentach trenera Heiko Rannuli i drużyny.
PAP: Pierwsza myśl, gdy dowiedział się pan o wyróżnieniach, dublecie trenerskich wyborów?
A.P.: Nie wiem. Poczułem się po prostu wyróżniony. Nie spodziewałem się tego, no może troszkę, bo przecież słyszałem, co mówi się w naszym środowisku.
PAP: Widać, że nawiązał pan bardzo dobry kontakt ze szkoleniowcem. W trakcie meczu, gdy jest przerwa w grze bardzo często podbiega pan do ławki, dopytuje się estońskiego szkoleniowca, prosi o radę...
A.P.: Tak, rozumiemy się bardzo dobrze. Nie chcę powiedzieć, że wcześniej takiego szkoleniowca nie miałem, bo kilku w mojej karierze było ważnych, na przykład bardzo dobrze współpracowało mi się z Arturem Gronkiem, ale jest faktem, że z obecnym trenerem Legii nić porozumienia jest fajna. Trener mi zaufał, wyciąga ze mnie najlepsze koszykarskie cechy i akceptuje złe strony. To pozwala mi wejść na najwyższy poziom. Dużo rozmawiamy, szczerze rozmawiamy.
PAP: Może trener ma szczególne cechy charakteru, które ceni pan sobie najbardziej?
A.P.: Jest dobrym, otwartym, ciepłym człowiekiem i widzą to wszyscy zawodnicy, nie tylko ja. Można z nim porozmawiać nie tylko o koszykówce. Rozumie różne sytuacje życiowe. Wie, w jakim momencie meczu, treningu podkręcić atmosferę, a kiedy uspokoić, poluzować, gdy widzi zbyt wiele emocji. Myślę, że każdy zawodnik czuje się komfortowo przy nim. Ufamy mu w stu procentach, bo to on jest „za kierownicą”. Wiemy, że podejmuje najlepsze decyzje dla zespołu, nawet wtedy, kiedy niektóre z nich mogą zaboleć indywidualnie każdego z nas.
PAP: Sam także zapracował pan na nagrody, już wcześniej, przez życiowe wybory, gdy jako nastolatek wyjechał pan z rodzicami i bratem do Hiszpanii. Pana tata, znakomity reprezentant Polski Andrzej Pluta, uznał, że tylko za granicą, właśnie w słynącej ze szkolenia młodzieży Hiszpanii, będzie pan w stanie rozwinąć talent. Opłaciło się.
A.P.: Mogę powiedzieć, że nie byłoby tego wszystkiego teraz - mistrzostwa, gry w reprezentacji, nagród - bez decyzji o wyjeździe do Hiszpanii. A to wcale dla mnie, dla rodziny nie było łatwe. Przed wyjazdem obawiałem się. Miałem 15 lat, nie znałem języka, nie było gwarancji kontraktu z młodzieżowym zespołem Estudiantes Madryt. Było wiele ciężkich momentów. Wstawałem każdego dnia rano i myślałem, że teraz jest ciężko, ale kiedyś to zaprocentuje. Powtarzałem sobie: teraz nie ma być przyjemnie, potem będzie efekt. I tak jest: mogę grać na poziomie ekstraklasy i w reprezentacji.
PAP: Ciężkie chwile przeżywaliście jako rodzina, wszystko postawiliście we czwórkę na jedną kartę i...
A.P.: To udało się właśnie dlatego, że byliśmy razem, wspieraliśmy się. Ta sytuacja bardzo nas zbudowała. Mam świetny kontakt z rodzicami, z bratem. Codziennie do siebie dzwonimy, rozmawiamy. Powiem tak: nie zamieniłbym tego, co przeżyliśmy razem na nic, ale... Nie wiem czy chciałbym powtórzyć.
PAP: Czy czuje pan większą presję przed walką o złoto w tym sezonie, skoro Legia broni tytułu, a pan jest już uznanym koszykarzem i wszyscy rywale będą bardziej skupiali się na defensywie przeciwko panu?
A.P.: Oczywiście, że jest presja, ale to coś fajnego. Bardziej przejmowałbym się, gdyby jej nie było. W końcu jestem w klubie, który walczy o wysokie cele. Koszykówka to sport drużynowy, jeżeli przejście do każdej kolejnej rundy play off będzie wiązało się z moją mniejszą rolą, z tym, że zostanę zatrzymany przez jakiegoś obrońcę, ale będzie końcowym zwycięstwem drużyny, to biorę to w ciemno.
PAP: Co jest największą siłą Legii w porównaniu do minionego sezonu?
A.P.: Spokój i mocna drużyna. Ci zawodnicy, którzy zostali z mistrzowskiego składu zobaczyli jak to jest radzić sobie będąc na topie w trudniejszych momentach. Nie panikowaliśmy w ważnych, ale trudnych momentach sezonu. Drużyna jest mocna. Każdy może dać z siebie coś ekstra. Mamy siedmiu zawodników zagranicznych i możemy zmieniać siłę zespołu. DJ Brewton wziął sprawy w swoje ręce w Sopocie, Jayvon Graves w spotkaniu z Arką, a kapitan Michał Kolenda z Kingiem. Ojars Silins w każdym spotkaniu może „odpalić” trójki. Matthias Tass jest niesamowicie przydatnym zawodnikiem, choć tego w statystykach nie widać, ale jego czytanie gry, łatanie dziur w obronie i to, że zupełnie nie myśli o indywidualnych osiągnięciach jest nie do przecenienia. O każdym zawodniku mógłbym mówić w podobny sposób, czasu by zabrakło...
PAP: Spodziewał się pan, że w ćwierćfinale Legia zmierzy się z Dąbrową Górniczą? To dla pana drużyny dobry rywal? Czujecie się faworytami, tym bardziej że na początku maja w przedostatniej kolejce Legia wygrała na wyjeździe z MKS 90:85?
A.P.: Czujemy się dobrze, czujemy się mocni! Nie spodziewałem się, że będzie to MKS Dąbrowa Górnicza, ale nie stawiałem na żaden zespół. Nie miałem faworyta i mecze play in oglądałem jak kibic. Dąbrowa wygrała dwa, bardzo wyrównane mecze. Drużyna jest dobrze prowadzona przez trenera Artura Gronka. Gra szybką koszykówkę. Wiemy, że nie możemy się rozluźnić w żadnym spotkaniu. Na pewno cieszy to, że zaczynamy serię u nas. Nasi kibice powinni nas ponieść, ale mamy cały czas w głowie, że to play off, że jest 0-0 i każdy ma takie same szanse.
PAP: Jakie marzenia sportowe ma 25-letni Andrzej Pluta?
A.P.: Nie wybiegam myślami zbyt daleko przed siebie. Najbliższy czas to: obrona tytułu i to, by z reprezentacją dostać się na mistrzostwa świata. Będę do tego dążył i robił wszystko, by tak się stało.
rozmawiała Olga Miriam Przybyłowicz (PAP)
olga/ af/