18h47 CEST
22/06/2026
Alfaro pokusił się o refleksję, że kibice przegrali z komercyjnym nastawieniem sterników światowego futbolu i są odsuwani na drugi plan m.in. za pomocą wygórowanych cen biletów, a przecież korzenie piłki nożnej tkwią w ubóstwie i powszechności.
Jego zdaniem biznesowa strona futbolu staje się coraz bardziej „nachalna”, a jako przykład podał zakłócania płynność meczów przerwami na nawodnienie, które służą głównie emisji reklam w telewizji.
- To przerwa reklamowa, a nie na nawodnienie. W ten sposób gra wymyka się spod kontroli - dodał.
Szkoleniowiec zapowiedział, że jego zespół zrobi wszystko, by awansować do fazy pucharowej i może wtedy więcej kibiców z Paragwaju będzie mogło przyjechać, aby wesprzeć reprezentację wraz z lokalną diasporą, która pojawia się na meczach.
- Podróżowanie jest obecnie bardzo trudne i drogie, bo ceny biletów lotniczych poszybowały w górę. Mistrzostwa świata zostały rozdmuchane do niebotycznych rozmiarów, a co za tym idzie wzrosły znacząco koszty. Trzeba zrozumieć ludzi, którzy, żeby kupić bilet muszą się zdobyć na naprawdę duże poświęcenie - zauważył.
Jak wskazał, w ten sposób zanika istota futbolu.
- Piłka nożna nie może być biznesem, musi pozostać piłką... Nie może się nią cieszyć tylko wybrana grupa. Właścicielami tej dyscypliny jesteśmy wszyscy. Wszyscy, którzy tworzymy to środowisko. Ale przede wszystkim najbiedniejsi, bo piłka zawsze była najtańszą zabawką, choć czasem i tak trudno było sobie na nią pozwolić. Ale ta jedna zabawka potrafiła zadowolić i wystarczała 22 osobom, które za nią biegały. To była siła futbolu. I tego musimy bronić – tłumaczył Alfaro.
Jego drużyna na inaugurację uległa Amerykanom 1:4, ale w drugim spotkaniu wygrała z Turcją 1:0 i czwartek czasu lokalnego stoczą z Australią pojedynek o drugie miejsce w grupie, które zapewni awans do 1/16 finału.
- Ten zespół zrodził się z przeciwności. Ale chcemy pokazać, że jest dla nas miejsce w takim turnieju, jak mundial. Dzięki temu chcemy zwrócić się z przekazem do dzieciaków, które często dorastają na ulicy. To, że mamy mniej, nie oznacza, że jesteśmy „mniejsi” i gorsi. Czujemy, że jeśli będziemy wszyscy razem, to możemy osiągnąć więcej. Tylko szkoda naszych kibiców... - podsumował Alfaro. (PAP)
pp/ sab/