14h37 CEST
31/03/2026
Zgromadziła 6,5 pkt w dziewięciu rundach, a tytuł zapewniła sobie wygraną w ostatniej, gdyż porażki doznała prowadząca po ośmiu Alicja Śliwicka.
- Te mistrzostwa były dla mnie chyba najtrudniejszym turniejem w karierze, bo startuję w nich od wielu lat, a do tej pory nie miałam żadnego medalu. Wiele osób pytało mnie, kiedy wreszcie ten medal, dlaczego go jeszcze nie mam i co się dzieje, że mogę stać na podium mistrzostw Europy, a nie krajowych. Faktycznie, z roku na rok odczuwałam coraz większą presję - powiedziała Kiołbasa.
Pierwsza runda mogła presję jeszcze bardziej zwiększyć, gdyż zaczęła turniej od fatalnej porażki z Moniką Soćko.
- Na początku pierwszej partii miałam kompletnie wygraną pozycję. Po 40 posunięciu i kontroli czasu nie zauważyłam prostej taktyki, która dawała zwycięstwo. W efekcie zrobiła się równa pozycja, a na koniec... podstawiłam mata w dwóch ruchach. Po prostu odwróciłam partię o 180 stopni. Na „dobry” początek mojego „ulubionego” turnieju. Więc nie powiem, nie było lekko. Plus jest taki, że mam - wydaje mi się - dobry sposób na takie sytuacje. Po partii wieczorem wyrzucić z siebie wszystkie emocje, a następnego dnia podejść już bardzo zadaniowo do tematu. Nazajutrz starałam się już zupełnie o tym nie myśleć. Swoje jednak przepłakałam - przyznała.
W drugiej rundzie czekał ją pojedynek z Aliną Kaszlinską, najwyżej klasyfikowaną w rankingu.
- Przed imprezą obstawiałam, że będzie to najtrudniejsza partia turnieju. Wiedziałam też, że albo przyjdę gotowa na sto procent, albo nawet nie ma się co pojawiać w sali gier. Dzień przed startem mistrzostw w Warszawie, grałyśmy MP w szachach szybkich. Tam również zaczęłam od porażki w pierwszej rundzie, a ostatecznie skończyłam na drugiej pozycji, z takim samym dorobkiem jak zwyciężczyni Ola Malcewska. Więc podobny schemat nie był wykluczony. Powiedziałam więc sobie: dobra, nic straconego. Mnóstwo gier jeszcze przede mną - powiedziała zawodniczka.
Partię dwóch najlepszych obecnie polskich szachistek wygrała Kiołbasa.
- W tym turnieju w dużej mierze każdy gra poniżej swoich możliwości. Z roku na rok mam takie obserwacje. Tak czy inaczej, w MP dzieją się rzeczy niesłychane. Tak że wiedziałam, że swoją szansę dostanę. Powtarzałam sobie: cierpliwości, cierpliwości. I faktycznie - zaznaczyła.
Po falstarcie na inaugurację i porażce w czwartej rundzie ze Śliwicką, wygrała na finiszu pięć kolejnych partii, kończąc turniej z sześcioma zwycięstwami, remisem i dwiema porażkami.
- Mówię, że w przyrodzie musi być równowaga i rzeczywiście, los mi sprzyjał później w partii z Olą, w której to ona zrobiła podobną rzecz jak ja w pojedynku z Moniką. Dla mnie cały turniej był prosty. Nie chciałam myśleć o wyniku, chociaż presja nade mną wisiała. Starałam się nawet w wyborach debiutowych dawać sobie szansę na radość z gry, żebym się nią cieszyła, miała pozycję, która może mnie zainteresować, nie jakąś „suchą”, żebym odczuwała zaciekawienie z tych partii. Starałam się tak grać do końca. W trakcie turnieju miałam wspaniałe wsparcie - partnera, rodziny, trenera, znajomych, wszystkich osób wokół, więc nie zostawałam sama ze swoimi myślami, jak to w szachach bywa - podkreśliła szachistka.
Świeża upieczona mistrzyni Polski będzie miała zaledwie tydzień na odpoczynek. Od 7 kwietnia wystąpi w mistrzostwa Europy open w Katowicach. Na liście startowej jest blisko 500 uczestników.
Marek Cegliński (PAP)
cegl/ msl/