09h37 CEST
15/05/2026
Były potem cztery triumfy Ryszarda Szurkowskiego (1970, 1971, 1973 i 1975), także Stanisława Szozdy (1974), Lecha Piaseckiego (1985) i Piotra Wadeckiego (2000), ale ten pierwszy smakował polskim kibicom kolarstwa najbardziej. Szosy zaroiły się od chłopców na rowerach, z których każdy chciał być Królakiem... Kolarz z Warszawy stał się jednym z najbardziej popularnych sportowców Polski lat 50.
Żółty trykot lidera 25-letni wówczas Królak zdobył w dramatycznych okolicznościach, na ósmym etapie z Lipska do Karl-Marx-Stadt (obecnie Chemnitz), ze słynnym podjazdem pod tzw. ścianę płaczu w miasteczku Meerane. Niektórzy musieli zsiadać z rowerów, by ją sforsować. Pierwszy pokonał stromiznę Włoch Aurelio Cestari i zyskał przewagę około dwóch minut nad czołówką, a trzy minuty nad Królakiem. Polak, w parze z silnym Rumunem Constantinem Dumitrescu, ruszył w pogoń.
Na stadion w Karl-Marx-Stadt wpadł samotny, bardzo zabłocony kolarz... Przez dłuższą chwilę sprawozdawcy nie potrafili rozpoznać, kto nim jest. Jak wspominał w swych książkach znany dziennikarz Polskiego Radia Bogdan Tuszyński, on pierwszy zorientował się, że to Królak i krzyknął na całe gardło jego nazwisko.
Królak nie oddał żółtej koszulki przez pięć następnych dni, aż do końcowej mety w Pradze.
- To była wygrana jak na loterii. Przecież tamtego roku obowiązywał niezwykle surowy regulamin. Żadnej pomocy podczas defektu gumy. Wiedziałem, że na lidera wszyscy patrzą, że nie ma co liczyć na zmianę roweru pod pozorem poważniejszej awarii. Wbijałem wzrok w szosę, uciekałem z pobocza, chociaż przychodziło rezygnować z ochrony przed wiatrem. A przede wszystkim zaklinałem los. Jeden ostry kamień mógł zniweczyć wszystko. Ale tamtego roku miałem naprawdę zaczarowany rower - wspominał Królak.
Łącznie siedem razy ścigał się w Wyścigu Pokoju (1952-1961), trzykrotnie uczestniczył w szosowych mistrzostwach świata. Był wielokrotnym mistrzem Polski w kolarstwie szosowym, torowym i przełajowym.
O rywalizacji polskich kolarzy, a szczególnie Królaka, z zawodnikami Związku Radzieckiego krążyły legendy. Jedną z nich była opowieść, jak to Królak dał nauczkę rywalowi przy pomocy pompki.
- Co do pompki Królaka, to była bajka - opowiadał jego kolega z Legii Warszawa i reprezentacji Polski, nieżyjący już Marian Więckowski. - Może zdarzyło się jakieś dotknięcie przy zachwianiu w trakcie walki na trasie, ale żadnej bójki nie było. Musiałem nawet wyjaśniać tę sprawę w... episkopacie. Kiedyś zapytał mnie o to prymas Józef Glemp. - Nie, to była nieprawda - odpowiedziałem. Ludziom pasowały jednak takie polityczne legendy.
Po zakończeniu kariery sportowej Królak prowadził sklep i warsztat rowerowy w jednym z pawilonów przy ul. Marchlewskiego w Warszawie (obecnie Aleja Jana Pawła II).
We wtorek w Centrum Olimpijskim w Warszawie otwarto poświęconą mu wystawę „Pierwszy Król peletonu”.
Stanisław Królak zmarł 31 maja 2009 roku. (PAP)
af/ cegl/