14h07 CEST
15/05/2026
Zawiercianie w poprzednim sezonie w finale ulegli drużynie z Perugii. Rok temu do turnieju finałowego przystępowali jednak po przegranym finale ekstraklasy, natomiast teraz zagrają jako mistrzowie Polski.
- Po mistrzostwie Polski nie mogliśmy tak świętować, jak chcieliśmy. Mówiąc jednak poważnie, to widać, że idziemy dobrą drogą. Po raz kolejny jesteśmy w najlepszej czwórce Europy. Jest to dla nas bardzo ważne. Rok temu drogę do Final Four mieliśmy łatwiejszą, a w tym roku ćwierćfinał był jednym z mocniejszych. Pokazaliśmy, że zasługujemy na to, żeby tu być - podkreślił Bieniek.
- Mimo że nie mieliśmy czasu, żeby odpocząć po ciężkiej rywalizacji z finałach, to nie zatraciliśmy dzięki temu rytmu meczowego i cały czas jesteśmy w treningu. Mamy nadzieję, że to będzie nasz atut - dodał.
Przed turniejem finałowym w Turynie, w którym zagrają też broniąca tytułu włoska Sir Sicoma Monini Perugia, PGE Projekt Warszawa i turecki Ziraat Bankkart Ankara, środkowy z łatwością wskazał atuty każdego z półfinalistów.
- To, że mamy skład bez większych zmian, trzon zespołu i trener są od kilku lat niezmienni, to daje nam przewagę. Jeśli chodzi o zespół z Warszawy, odkąd Damian Wojtaszek jest kapitanem, to drużyna weszła na wyższy poziom, mają też znakomitych zawodników, którzy mieli być zmiennikami, a dostali szansę i pokazali, że świetnie grają w siatkówkę. Perugia to jest drużyna, która od lat udowadnia, że jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym zespołem na świecie. Kolejna potęga Ziraat pokazuje, że tureckie ekipy odradzają się po słabszych latach. Mają trzech świetnych obcokrajowców w pierwszej szóstce - analizował rywali kapitan Aluronu.
Mimo długiego sezonu i walki w pięciu meczach w finale mistrzostw Polski, Bieniek nie narzeka na zdrowie.
- Był to najtrudniejszy sezon dla mnie, bo pierwszy raz od lat nic mi się nie działo, więc grałem praktycznie we wszystkich meczach. Bardzo się z tego cieszę, bo po prostu lubię grać. Ale czuć, że to jest końcówka i jest mniej paliwa w baku - przyznał środkowy.
Pierwszym rywalem Zawiercian będzie w półfinale Ziraat Bankkart Ankara, którego barw broni reprezentant Polski Tomasz Fornal. Turecka ekipa, obok zespołu z Perugii, jest uważana za faworyta rozgrywek.
- Niech ludzie stawiają na inne zespoły, my nie czytamy, kto jest faworytem. Chcemy po prostu grać najlepiej, cieszyć się siatkówką i z tego, że możemy tutaj grać - powiedział kapitan Aluronu.
Trener zespołu Michał Winiarski uważa natomiast, że to, co zdarzyło się w przeszłości, nie ma już znaczenia dla rywalizacji w Turynie.
- Myślę, że wszystko przed naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Czy kto kiedy skończył finały mistrzostw krajowych, czy kto wygrywał Final Four. Turniej finałowy zawsze rządzi się swoimi prawami. Tutaj mogą się dziać rzeczy różne i dlatego myślę, że każda z drużyn, która tutaj jest, ma szansę na zwycięstwo. I chyba najważniejsze jest to, że każda drużyna, oprócz Projektu, w którym kontuzjowany jest Bartek Bednarz, to ma fajne zestawienie - zauważył szkoleniowiec.
Według Winiarskiego wszystkie drużyny grające w tegorocznej edycji Final Four mają coś wspólnego.
- Cecha charakterystyczna, która łączy wszystkie zespoły, to jest naprawdę wysoki poziom - fizyczny i techniczny. To wszystkie drużyny udowodniły na przestrzeni całego sezonu. Naprawdę bardzo ciężko jest przewidzieć, kto tutaj będzie się cieszył na sam koniec - podkreślił trener.
Zespół z Zawiercia ma jednak jeden znaczący atut.
- Ja myślę, że to jest doświadczenie zawodników, którzy grali w Final Four (w zeszłym roku - PAP). To, że grają go po raz drugi, to myślę po części działa na naszą korzyść. My też w zeszłym roku mieliśmy więcej kontuzji. Teraz jest nowa historia - zaznaczył Winiarski.
Jako pierwsi na boisko w sobotę wybiegną siatkarze PGE Projektu Warszawa i Sir Sicoma Monini Perugia, którzy zmierzą się o godz. 17. O godz. 20.30 swój półfinał rozegrają Aluron CMC Warta Zawiercie i Ziraat Bankkart Ankara. Mecz o trzecie miejsce oraz finał zaplanowano na niedzielę.
Z Turynu - Monika Sapela (PAP)
msl/ krys/