06h48 CET
17/02/2026
Ostatni dni są bardzo nieudane dla drużyny Hansiego Flicka. W czwartek jego podopieczni przegrali w pierwszym meczu półfinału Pucharu Hiszpanii w Madrycie z Atletico aż 0:4, a w poniedziałkowy wieczór ich kibice przeżyli kolejne rozczarowanie. A wcale nie musiało się tak skończyć...
Do przerwy w Gironie nie było bramek, choć w doliczonym czasie pierwszej połowy Barcelona miała świetną okazję do objęcia prowadzenia. Lamine Yamal nie wykorzystał jednak rzutu karnego, trafiając w słupek.
W 59. minucie goście dopięli swego. Po dośrodkowaniu Julesa Kounde bramkę głową zdobył Pau Cubarsi.
Już chwilę potem wyrównał jednak Thomas Lemar, co zwiastowało duże emocje w końcówce.
W 73. min na boisko wszedł Lewandowski (bramkarz Wojciech Szczęsny spędził mecz na ławce rezerwowych), lecz Barcelona nie tylko nie poprawiła wyniku, ale nawet straciła remis.
W 86. min zwycięstwo Gironie zapewnił również wprowadzony z ławki Fran Beltran.
Doliczony czas przyniósł jeszcze sporo emocji oraz nerwów z obu stron. Lewandowski trafił nawet do siatki, lecz sędzia od razu nie uznał bramki z powodu spalonego, a w 90+9. minucie pokazał czerwoną kartkę piłkarzowi gospodarzy Joelowi Roce.
Bramkarzem Girony - wypożyczonym właśnie z „Dumy Katalonii” - jest Marc-Andre ter Stegen, ale niemiecki piłkarz nie może obecnie grać z powodu kontuzji.
Barcelona po raz pierwszy od początku października przegrała dwa kolejne mecze, licząc wszystkie rozgrywki. W tabeli Primera Division ma 58 punktów i o dwa ustępuje „Królewskim”, którzy już w sobotę pokonali u siebie Real Sociedad San Sebastian 4:1.
Girona zajmuje 12. miejsce. (PAP)
bia/ cegl/