16h18 CET
25/03/2026
Szymański został w sobotę w Toruniu wynikiem 7,40 halowym mistrzem świata w biegu na 60 m ppł.
- Byłem dosłownie dwa dni w rodzinnym Trójmieście, a teraz przyjechałem do Warszawy, żeby spotkać się, porozmawiać, bo ten sukces trzeba pielęgnować medialnie i szerzyć to, czego udało się dokonać - powiedział w Studiu PAP halowy mistrz świata.
Przyznał, że nie zna osoby, która po takim sukcesie wielokrotnie nie odtwarzałaby złotego biegu.
- Nie znam człowieka, który tego nie robi. Każdy patrzy wiele razy na swój sukces i nadal do końca nie może uwierzyć w to, co udało się zrobić. Ten medal jest wyjątkowy dla Polski, jedyny złoty na halowych mistrzostwach globu w Toruniu. Tak jak obiecałem Mazurek Dąbrowskiego został w Toruniu odegrany. Bardzo się z tego cieszę - podkreślił 23-letni płotkarz.
Szymański wskazał, że nieco zepsuł start w finale i źle wykonał dobieg do pierwszego płotka. - To nie jest normalne dla mnie, że na pierwszym płotku jestem siódmy, a tak podało World Athletics, bo biegamy ze specjalnymi chipami na numerkach startowych. Goniłem chłopaków, na trzecim płotku byłem już chyba czwarty. Potem wiadomo, dobiegłem na metę pierwszy i wyprzedziłem srebrnego medalistę o 0,02 sekundy - przypomniał bieg po złoto mistrz świata.
Podkreślił, że słuchanie Mazurka Dąbrowskiego, gdy we własnej hali stoi się na najwyższym stopniu podium, zapiera dech w piersiach.
- W 2021 czy 2022 roku dowiedziałem się o mistrzostwach świata w Toruniu. Pomyślałem wówczas, że to będzie mój moment, a za parę lat rozwinę się na tyle, aby u siebie móc walczyć o medal - mówił Szymański. Przypomniał to, co mówił chwilę po zdobyciu medalu, że przez rok po przegranym halowych mistrzostwach świata w Nankinie nie mógł zasnąć, a poranny pomiar tętna, który wykonują ze sztabem, wskazywał 100 uderzeń na minutę. Tak mocno porażka w nim siedziała i denerwowała go.
- Czuję od paru dni, że ten złoty medal wyłączył do wszystko, spiął te dwa wydarzenia taką klamrą. Dzięki tej porażce rok temu zebrałem doświadczenie i naukę. Teraz już mogę powiedzieć, że tamtej chwili w kinach nie wykasowałbym ze swojej drogi sportowej. Mam piękną roczną historię, która zaczyna się porażką, a kończy się wielkim triumfem u siebie przy własnej publiczności - stwierdził Szymański.
Ponad 300 razy - jak powiedział - wizualizował sobie wygraną w Toruniu. - Wizualizacja, tak mówi nauka, zwiększa szanse na wygraną i ja to robiłem - wyjaśnił.
- Moim rodzice są dla mnie wielkim wsparciem, zarówno w sporcie, jak i prywatnie. Oni nigdy nie uprawiali sportu profesjonalnie i z niektórymi rzeczami nie mogą sobie poradzić, nie mogą ich zrozumieć, bo to trzeba poczuć samemu. Trzecią osobą jest mój trener Mikołaj Justyński, z którym pracujemy w Łodzi. To on mi pomaga ogarnąć wszystkie rzeczy - dodał złoty medalista.
Szymański został zaprowadzony na pierwsze zajęcia lekkoatletyczne przez Bernarda Wernera. - Trener był nauczycielem wychowania fizycznego w mojej szkole. Zainspirował mnie do uprawiania królowej sportu. Udało mu się to na tyle, że teraz po 10 latach jestem w tym samym miejscu lekkoatletycznym, ale w zupełnie innym, jeżeli chodzi o osiągnięcia sportowe - powiedział PAP Szymański.
- Rok temu po mistrzostwie Europy lekko zaszkliły mi się oczy, nic więcej. Moja reakcja w Toruniu była najmocniejsza w życiu. Zupełnie się tego nie wstydziłem. Dałem się ponieść wodzy fantazji. Wszystko mi puściło, jeżeli chodzi o emocje i napięcia psychiczne w głowie. Wszystko wypuściłem z siebie i zostawiłem w hali w Toruniu, gdzie często będę wracać i miło wspominać ten dzień - stwierdził lekkoatleta.
Jego zdaniem teraz ma wolną głowę i zakończył pewien etap w życiu. - Ten etap stworzył ze mnie innego człowieka, nowonarodzonego. Teraz mam zupełny luz. Nie muszę już sobie niczego udowadniać. Ciężkie myśli się już nie dobijają, nie czuję już, że coś jest nieskończone, a robota czeka do wykonania. Zrealizowałem swój plan w 100 procentach. Takiej ulgi jak po tej wygranej już chyba nigdy nie poczuję - przyznał. Jego celem na sezon letni jest bieganie średnio na poziomie 13,25-13,35 na 110 m ppł, aby taki poziom dał wystrzał na sporo lepszy rekord Polski.
Celem długofalowym, w który Szymański wierzy, jest łamanie na tym dystansie granicy 13 sekund i walka o podium igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku.
Czasu na hobby poza sportem nie ma dużo, ale muzyka jest sferą życia, która mocniej go interesuje. - Lubię spędzać czas słuchając muzyki. W tym roku na 99 procent wybiorę się na koncert Metallici, bo jestem fanem tego zespołu - powiedział płotkarz.
- Sport daje też satysfakcję z wyglądu oraz z duszy, z charakteru, którego się nabywa. Sport jest zdrowiem i trenowanie wiąże się z dobrą sylwetką i pewnością siebie oraz pozytywnym nastawieniem do życia, z możliwościami robienia różnych zwariowanych rzeczy - zachęcał Szymański młodych ludzi, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z aktywnością fizyczną.
Tomasz Więcławski (PAP)
Wideo z całą rozmową dostępne na: https://wideo.pap.pl/pap-media,101/jakub-szymanski-obiecalem-mazurka-dabrowskiego-i-zostal-w-toruniu-odegrany-,90095.
twi/ sab/