18h08 CET
14/02/2026
Sztafetę wygrały Norweżki. Srebrne medale wywalczyły Szwedki, a brązowe reprezentantki Finlandii. Na pierwszej zmianie rozgrywanej techniką klasyczną w polskim zespole biegła Monika Skinder, która zajęła 13. Lokatę.
- Warunki były ciężkie. Było bardzo miękko. Najgorsze były zjazdy i zakręty. Trudno było utrzymać równowagę. Nie mam zupełnie formy na tych igrzyskach. Nic z tego nie wyczaruję. Dałam z siebie wszystko, ale nie był to mój „bieg życia”. Było ciężko. Na mojej zmianie większość drużyn wystawiła najlepsze zawodniczki - oznajmiła Skinder na antenie Eurosportu.
- Naszym celem było miejsce w czołowej ósemce, bo daje nam to stypendium i finansowanie na następne lata, umożliwiające przygotowanie do kolejnych igrzysk - dodała.
Norweżki o 50,9 sekundy wyprzedziły Szwedki, którym zdarzył się przykry incydent. Ebba Andersson przewróciła się podczas zjazdu. Uszkodziła sobie wiązanie i przez pewien czas jechała na jednej narcie. Mimo to ekipa „Trzech Koron” stanęła na podium.
- Ogólnie są tutaj wymagające trasy, a dziś dodatkowo nie sprzyjały nam warunki. Padał deszcz. Było ciężko - wskazała Kołodziej, która również zaliczyła przygodę w postaci złamanego kijka.
Jak przyznała, mimo progresu, jaki zrobiła w ostatnich miesiącach, odczuwa już zmęczenie startami w igrzyskach.
- Czuję je już w nogach. Robiłam jednak co w mojej mocy i walczyłam do końca - dodała.
Ze swojej postawy zadowolone były Rucka-Michałek i Marcisz.
- Na zjazdach było miękko. Trzeba sobie umieć z tym dać radę. Jechałam sama, więc nikt mi nie przeszkadzał. Dla mnie było dobrze. Dałem z siebie wszystko. Przesunęłam nas w klasyfikacji. Jednak ta strata była dość duża. Za wiele nie mogłam zrobić - oceniła Rucka-Michałek.
- Zaskakująco dobrze się czułam. Już na rozgrzewce narty fajnie jechały. Zostawiłam serce na trasie. Szkoda, że nie udało się wyprzedzić Czeszki, choć było trudno było ją dogonić. – podsumowała Marcisz. (PAP)
mg/ pp/