Wszystkie informacje sportowe w zasięgu ręki

login_confirmation_credentials

Igrzyska 2026 - olimpijka z Cortiny Pęksa-Czerniawska: najbardziej kibicuję Marynie

13h47 CET

05/02/2026

Pęksa-Czerniawska miała niespełna 18 lat, gdy powołano ją do kadry olimpijskiej na igrzyska w Cortina d’Ampezzo, a w trakcie zawodów we Włoszech świętowała 19. urodziny.

- To było niesamowite przeżycie. Jednocześnie radość i ogromne zaskoczenie, bo przecież były starsze koleżanki, utytułowane i z wynikami - wspominała w rozmowie z PAP.

Podróż na igrzyska, choć nie pierwsza zagraniczna w jej przypadku, okazała się prawdziwą wyprawą.

- Przed kontuzją uprawiałam narciarstwo alpejskie, więc w 1954 roku byłam w Austrii, ale do Cortiny jechało się dłużej. Większość pociągiem, najpierw do Zgorzelca i dalej przez Austrię i Szwajcarię do Włoch. Męczące, ale człowiek był wtedy młody, no i po prostu się cieszył - zaznaczyła.

Po przyjeździe na miejsce ekipa biało-czerwonych została zakwaterowana w hotelu.

- W tym samym mieszkali z nami hokeiści, skoczkowie narciarscy, dwuboiści, biegacze i zjazdowcy. Obok natomiast umieszczono jakieś zagraniczne grupy. Spotykaliśmy się na posiłkach, a karmili nas tam bardzo dobrze. Dzisiaj nie pamiętam potraw, ale wszystko było bardzo smaczne - podkreśliła trzykrotna olimpijka.

W pokoju mieszkała z koleżanką z biegowej ekipy Heleną Gąsienicą-Daniel (po mężu Lewandowską).

- Ale w sztafecie, w której zajęłyśmy piąte miejsce, pobiegłam z Marią Gąsienicą-Bukową (Kowalską) i Zofią Krzeptowską (Gąsienicą-Bukową) - przypomniała.

Zanim jednak wystartowała, odbyło uroczyste otwarcie igrzysk.

- Było pięknym, ale i dla mnie także trochę krępującym przeżyciem. Oczywiście, byłyśmy bardzo dumne, ale porównaniu z innymi, nasza reprezentacja była po prostu biedna i do tego ubrana w trochę dziwne pelisy. Te właśnie futrzane płaszcze do kolan spowodowały, że wołali na nasz widok „Rusland, Rusland”. To nie było miłe - wspominała.

Oprócz sztafety, Pęksa-Czerniawska wystartowała w Cortinie w biegu na 10 km. Zajęła 17. miejsce.

- To było dla mnie ogromne wyzwanie. Nie fizyczne, ale psychiczne. Przed każdym biegiem nie spałam całą noc, a tu rano trzeba było wstać i na rozgrzewkę przebiec pięć kilometrów. Już podczas tego była ze mnie „galareta”, a na samym starcie - szkoda gadać! Dopiero, gdy przebiegłam 1-1,5 km, mijało i mięśnie zaczynały normalnie pracować - podkreśliła i dodała, że jej zdaniem słaba psychika odbierała jej szansę na lepsze wyniki.

- Dzisiaj myślę, że gdybym miała odporność albo przynajmniej wsparcie specjalistów, to bym przywoziła medale. I z tych, i z kolejnych igrzysk czy mistrzostw świata - zapewniła czwarta zawodniczka MŚ w Lahti (1958) i w Zakopanem (1962) w sztafecie 3x5 km.

Cztery lata później w igrzyskach w Squaw Valley (1960) ze Stefanią Biegun i Heleną Gąsienicą-Daniel w sztafecie była tuż za podium, a w biegu na 10 km zajęła 14. lokatę. W 1968 roku w Grenoble w sztafecie z Biegun i Weroniką Budny była piąta, na 5 km zajęła 23. miejsce, a na 10 km - 25.

Pęksa-Czerniawska zapytana, czy było coś, co rozładowywało to jej ogromne przedstartowe napięcie, odparła, że na krótko, ale jednak łagodziły je jakieś zabawne sytuacje.

- Zdarzały się praktycznie na każdym wyjeździe, np. z Cortiny zapamiętałam tę z udziałem legendarnego skoczka Stanisława Marusarza. Otóż, bobsleiści jednej z ekip przywieźli ze sobą - i to całkiem legalnie - dwie skrzynki spirytusu. Miał im posłużyć do smarowania płóz. I schowali go u młodziutkich dziewczyn, które na pewno go ruszą. No i nie ruszyłyśmy, ale... "Dziadek", bo tak wszyscy Marusarza nazywaliśmy, spotkał swojego dobrego kolegę z zagranicy i przyszedł do nas mówiąc, że nie ma pomysłu, jak to uczcić. No i wzięłyśmy jedną flaszkę, żeby im pomóc... - powiedziała ze śmiechem.

Była narciarka przyznała, że przeżywa nadchodzące igrzyska, które przecież odbywają się w miejscu, gdzie przeżyła swój olimpijski debiut.

- Wtedy to była niewielka mieścinka, a właściwie wioska. Siadałyśmy tam np. na schodkach przed sklepem i widziałyśmy tą główną ulicę, biegnącą przez całą Cortinę. A gdy dziś patrzę w telewizor, to widzę, jak się rozwinęła. I gdy pokazują np. polanę, na której startowałam, czy na stok, na którym gigant pojechała Basia Kurkowiak, to jakoś się ta łezka w oku kręci - nie kryła wzruszenia.

Zapewniła, że podobnie jak we wszystkich zawodach, tak i teraz będzie gorąco kibicować polskiej reprezentacji, ale całym sercem będzie jednak z Maryną Gąsienicą-Daniel.

- Bardzo bym chciała dla niej medalu! Nie tylko przez sentyment, bo właściwie z wszystkimi Danielami się wychowywałam, ale dlatego, że Maryna jest naprawdę świetna - podkreśliła była alpejka przypominając jednocześnie, że wtedy w rodzinie Danieli wielkimi sportowcami byli właściwie wszyscy.

Oprócz wspomnianej przez nią Heleny Gąsienicy-Daniel-Lewandowskiej, także Maria Gąsienica-Daniel-Szatkowska, alpejka, olimpijka z Cortina d'Ampezzo 1956 oraz Innsbrucku 1964, skoczek Andrzej Gąsienica-Daniel, także olimpijczyk z Cortiny, Józef Gąsienica-Daniel, skoczek i zawodnik kombinacji norweski, olimpijczyk z Grenoble 1968 czy też dziadek najlepszej obecnie polskiej alpejki - Franciszek.

- Franek, biegacz i dwuboista, którego rozwijającą się dopiero karierę przerwała kontuzja, zawsze do mnie mówił, że z obu jego wnuczek, a zwłascza Maryny, wyrosną wielkie alpejki. Szkoda, że tych najlepszych występów Maryny nie dożył. No a ja mam nadzieję, że te jego marzenia o medalu wreszcie się spełnią - podsumowała.

Józefa Pęksa-Czerniawska urodziła się 31 stycznia 1937 w Zakopanem. Trenowała w zakopiańskim klubie Wisła Gwardia (1947-71) pod okiem Mariana Woyny-Orlewicza, a kadrze jej szkoleniowcem był Edward Mróz.

Po zakończeniu kariery pracowała jako trener, a także - do 1979 roku - jako koordynatorka w Wojewódzkiej Federacji Sportu. Współpracowała również z zakopiańską Szkoła Mistrzostwa Sportowego.

W 1958 roku wyszła za mąż za narciarza i biegacza Leona Czerniawskiego (zm. 2021), któremu w 1963 roku urodziła syna Dariusza. Cała trójka żyła sportem, m.in. przez wiele lat sędziując w równych zawodach sportowych.

Oprócz Pęksy-Czerniawskiej, z polskich uczestników igrzysk 1956 roku żyje jeszcze tylko dwukrotna olimpijka, alpejka Barbara Grocholska-Kurkowiak (ur. 24 sierpnia 1927). W poniedziałek w wieku 91 lat zmarł Józef Gąsienica-Sobczak, biathlonista, czterokrotny olimpijczyk.

Joanna Chmiel (PAP)

jch/ pp/

eyJpZCI6IlBBUDUzNDU3MzUzIiwiY29uX2lkIjoiUEFQNTM0NTczNTMiLCJhY19pZCI6IjM2NDM3NzQiLCJmcmVlX2NvbnRlbnQiOiIiLCJwYWdfbWFpbl9mcmVlIjoiMCIsImFwaV9wcm92X2lkIjoiUEFQIiwicHJvdl9pZCI6IlBBUCIsInR5cGUiOiJuZXdzIiwidGl0bGUiOiJJZ3J6eXNrYSAyMDI2IC0gb2xpbXBpamthIHogQ29ydGlueSBQXHUwMTE5a3NhLUN6ZXJuaWF3c2thOiBuYWpiYXJkemllaiBraWJpY3VqXHUwMTE5IE1hcnluaWUiLCJwYWdfaWQiOiI0MzYyNiIsInBhZ19ibG9ja2VkX2NvbnRlbnQiOiIwIn0=

[X]

Wykorzystujemy własne pliki cookie i pliki cookie podmiotów trzecich w celu poprawy jakości użytkowania, personalizacji treści i analizy statystycznej dotyczącej korzystania z witryny. Użytkownik może zmienić konfigurację lub zapoznać się z Polityką dotyczącą plików cookie.
Ustawienia Cookies
Akceptuj pliki cookie
Odrzuć pliki cookie
Zapisz ustawienie