20h18 CET
18/02/2026
We włoskich igrzyskach 29-letni Klaebo już po raz piąty stanął na najwyższym stopniu podium. W niedzielę po triumfie w sztafecie został pierwszym w historii sportowcem z dziewięcioma złotymi krążkami zimowych igrzysk.
W środę powiększył dorobek, zwyciężając w sprincie drużynowym z Einarem Hedegartem.
- Czułem, że mam kontrolę nad sytuacją. Moje ciało dobrze reagowało. Einar wykonał niesamowitą pracę, wyprowadził nas na pierwsze miejsce przed ostatnim odcinkiem. Potem musiałem dać z siebie wszystko na finałowym okrążeniu. Na końcu czułem się dobrze. To było niesamowite - relacjonował bieg Klaebo.
Norweg jest aktualnie drugim najbardziej utytułowanym olimpijczykiem wszech czasów, za amerykańskim pływakiem Michaelem Phelpsem, który na najwyższym stopniu igrzysk podium stanął aż 23 razy.. Zapytany w strefie wywiadów o to, jak się z tym czuje, nie umiał znaleźć słów.
- To szaleństwo... Szczerze mówiąc, trudno mi opisać, co czuję... Wydaje się to wręcz nierealne - przyznał narciarz.
Klaebo wyrównał również rekord pięciu złotych medali zdobytych w jednych zimowych igrzyskach, ustanowiony przez amerykańskiego łyżwiarza szybkiego Erica Heidena w Lake Placid w 1980 roku. W sobotę będzie miał szansę na poprawienie tego wyniku, bowiem wystartuje jeszcze w biegu na 50 km.
- Spróbuję, ale zobaczymy. Sobotni bieg będzie trudny, to pewne. W stawce będzie wielu bardzo silnych zawodników, którzy nie mają na koncie pięciu startów, jak ja. Teraz najważniejsza jest regeneracja. Muszę naładować baterie na najbliższe kilka dni - podkreślił Norweg.
Jego sposób na świętowanie środowego sukcesu w sprincie drużynowym to... odpoczynek.
- Muszę przygotować się na sobotę. Teraz najważniejsze jest dla mnie, żeby być zdrowym i gotowym do ostatniego startu. Wyobrażam sobie, że mimo wszystko trochę poświętujemy, ale będzie spokojnie. Mam nadzieję, że w sobotę będzie większa feta - zakończył Klaebo. (PAP)
msl/ pp/