14h27 CEST
05/04/2026
36-letni Majka pożegnał się z peletonem 11 października ubiegłego roku startem we włoskim klasyku Il Lombardia. Miał propozycję przedłużenia kontraktu z jedną z czołowych, a na pewno najbogatszych grup zawodowych – UAE Team Emirates-XRG, w której był cenionym pomocnikiem najlepszego obecnie kolarza świata, Słoweńca Tadeja Pogacara. Nie skorzystał jednak z oferty.
Dlaczego? Majka nie ukrywa, że w drużynie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich dobrze się czuł - do dziś jest w grupie na WhatsAppie z kolarzami UAE - i dobrze zarabiał, jednak sprawy materialne nigdy nie były dla niego pierwszoplanowe.
- Kolarstwo to nie jest piłka nożna, ale oczywiście jak jesteś dobrym zawodnikiem, to możesz dobrze zarobić. Ja nie narzekam. Zarobione pieniądze chciałem dobrze zainwestować, żeby później godnie żyć i mieć z czego opłacić rachunki - wspomniał ze śmiechem.
- Nie żałuję żadnej decyzji. Jestem takim człowiekiem, że jak już w coś się angażuję, to w stu procentach. W sporcie i w życiu. Na rowerze starałem się wykonać swoje zadanie nawet więcej niż w stu procentach. Kolarstwo to bardzo dużo wyrzeczeń, a lata uciekają, dzieci rosną. Nie chciałem czegoś przegapić, nie chciałem, że umknęły mi ważne momenty w ich życiu. Nie chcę, żeby moje dziecko, gdy dorośnie, kiedyś mi powiedziało: "tato, ciebie nigdy nie było" - podkreślił.
Majka ma dwoje dzieci, które - nie ukrywa - są jego oczkiem w głowie.
- Maja Majka ma dziewięć lat i uprawia gimnastykę, a Oliwier Majka ma pięć lat i gra w piłkę nożną. Oboje jeżdżą na rowerze. I co mnie dziwi, syn już puszcza kierownicę, więc jest dobrze - zaznaczył ze śmiechem.
Jak dodał, dba, żeby dzieci się ruszały.
- W dzisiejszych czasach trudno jest oderwać dzieci od gier, od konsoli. To jest tragedia. Dlatego ciągnąłem je do sportu i teraz one same chcą uprawiać sport. Tylko o to chodzi, żeby rodzice się angażowali - zauważył.
Jakie są plany Majki?
- 17 września będzie premiera książki o mnie, czyli o „Zgredzie”, tytułu jeszcze nie ma. Teraz zaprzątają mnie różne sprawy, ale generalnie do września dałem sobie luz, a później ruszę z nowym projektem. Nie mogę na razie zdradzić szczegółów. Na pewno będzie on związany z kolarstwem - wspomniał zagadkowo.
Majka zastrzegł, że nie pójdzie w ślady Michała Gołasia, który został dyrektorem sportowym w ekipie Bahrain-Victorious.
- Bycie dyrektorem sportowym wiąże się z wyjazdami na wyścigi, z czasem spędzonym poza domem. Mnie to nie odpowiada. Chciałbym pracować z młodzieżą - uchylił rąbka tajemnicy.
Czyli szkółka kolarska, wzorem akademii Copernicus Michała Kwiatkowskiego?
- Mam już swoją szkółkę, WLKS Krakus Swoszowice, współpracuję z trenerem Zbigniewem Klękiem, u którego zaczynałem karierę. Ten nowy projekt to będzie coś odrębnego - przekazał.
Majka uważa, że polskie kolarstwo jest w głębokim kryzysie, że „sukcesy z lat 2014-20 nie rozkręciły koniunktury”. On sam dwukrotnie wygrał klasyfikację górską Tour de France i trzy etapy w tym wyścigu, dwa etapy we Vuelta a Espana, zdobył medal olimpijski na igrzyskach w Rio de Janeiro, podobnie jak Maja Włoszczowska w kolarstwie górskim, a Michał Kwiatkowski został mistrzem świata i wygrał kilka prestiżowych klasyków. Majka i Kwiatkowski triumfowali również w Tour de Pologne.
- Jak można było tego nie wykorzystać? Ja tego nie rozumiem. Teraz jest pustka i nie widzę perspektyw na przyszłość. Tak jest nie tylko w kolarstwie, ale i w innych dyscyplinach. Może z wyjątkiem skoków narciarskich: Małysz, Stoch, teraz Tomasiak – jest ciągłość, ponieważ jest finansowanie. Kiedyś była luka po Zenonie Jaskule (wygrał etap i zajął trzecie miejsce w Tour de France w 1993 roku - PAP). My tę trwającą ponad 20 lat lukę wypełniliśmy. Czy mamy czekać kolejne 20 lat na następców? - zapytał retorycznie.
I sam sobie odpowiedział: - Musi znaleźć się sponsor i musi wejść w kolarstwo na „grubo”.
Majka cieszy się, że po raz pierwszy od 10 lat spędza Wielkanoc w swoim domu w podkrakowskich Zegartowicach.
- Brakowało mi tych świąt. Przyjeżdżałem do domu na Boże Narodzenie, ale na Wielkanoc to się nie zdarzało. Plan na święta? Zjeść jak najwięcej - powiedział z uśmiechem.
- Przy stole zawsze musiałem się oszczędzać. Gdy zakończyłem karierę, od razu przytyłem osiem kilogramów, a teraz mam tylko 3-4 kilogramy nadwagi. Czuję się bardzo dobrze, żadne choroby mnie nie atakują. W trakcie kariery było inaczej, organizm był wyżyłowany i narażony na różne infekcje. A teraz jeżdżę na rowerze dla przyjemności, w weekend robię 100-150 kilometrów i się nie męczę - podsumował.
12 kwietnia Majka, jako gość specjalny targów Pekao Bike Expo, weźmie udział w paradzie rowerowej razem z kibicami wokół stadionu PGE Narodowego w Warszawie.
Artur Filipiuk (PAP)
af/ pp/