14h47 CET
20/03/2026
Srebro w Toruniu ex aequo dla drugiej z Ukrainek Julii Lewczenko, Serbki Angeliny Topić i Australijki Nicoli Olyslagers, które skończyły 1,99.
Żodzik dobrze zaczęła rywalizację, bo w pierwszych próbach pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokościach 1,85, 1,89 i 1,93. Trzy próby na 1,96 okazały się jednak nieudane i wicemistrzyni świata z Tokio z ubiegłego roku została sklasyfikowana na piątej pozycji.
- Po prostu to zły występ. Na początku szło dobrze, a potem pogubiłam się na rozbiegu. Znów wrócił ten stary rozbieg z początku sezonu i nic nie mogłam na bieżąco poprawić - powiedziała PAP Żodzik.
Polka wskazała, że próbowała coś skorygować, ale w finale mistrzostw świata, w emocjach, nie udało się tego zrobić.
- Problem nie był jednak z emocjami, problem był techniczny. Wszyscy starają się na rozbiegu mocniej rozpędzić, a ja staram się zwolnić, bo biegam za szybko - podkreśliła wicemistrzyni świata z Tokio.
Żodzik stwierdziła, że poziom rywalek był bardzo wysoki. - Koleżanki z innych krajów były bardzo mocne. Mam nadzieję, że latem będziemy już walczyły razem, a ja będę z nimi na tych najlepszych wysokościach - wskazała Polka.
Po występie w Toruniu przyznała, że pierwsze wrażenia są złe, bo nie czuje się znów w światowej czołówce, ale outsiderem.
Walka o medale odbywała się zdecydowanie wyżej. Cztery zawodniczki nie strąciły ani razu poprzeczki do wysokości 1,99. Rywalizacja o podium rozstrzygnęła się powyżej dwóch metrów. Poprzeczkę na wysokości 2,01 pokonała jednak tylko Mahuczich i do tego w pierwszej próbie.
Pozostałym medalistkom się to nie udało, dlatego w tej konkurencji przyznane zostaną trzy srebrne medale. Mahuczich bez powodzenia próbowała trzykrotnie pokonać wysokość 2,06.
Skok wzwyż był pierwszym finałem HMŚ w Toruniu, jedynym rozgrywanym w piątkowej sesji przedpołudniowej.
Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ krys/