12h37 CEST
24/04/2026
Tym razem długimi fragmentami prowadziła ekipa z Atlanty, w drugiej kwarcie nawet różnicą 18 punktów (56:38). Nowojorczycy zaczęli się zbliżać w czwartej i końcówka przyniosła olbrzymie emocje.
Na 101 sekund przed ostatnią syreną Miles McBride celnym rzutem za trzy punkty doprowadził do remisu 105:105, a pół minuty później goście prowadzili trzema punktami po akcji 2+1 Jalena Brunsona.
Decydująca minuta należała jednak do miejscowych, a rozstrzygające - podobnie jak w meczu numer dwa – okazały się punkty CJ McColluma, który 12,7 przed końcem regulaminowego czasu zapewnił Hawks wygraną 109:108.
Bohater drużyny z Atlanty chwalił jednak głównie trenera Quina Snydera.
- Wykonał świetną robotę. Wie, do czego służy tabliczka (do rozrysowania akcji - PAP). Przygotował akcję, w której wykreował mi wolną pozycję, a ja znalazłem się tam w odpowiednim momencie i zrobiłem, co konieczne, żebyśmy wygrali - przyznał McCollum.
- Trzeba oddać Hawks szacunek, ale mieliśmy swoje szanse w tym spotkaniu. Generalnie podobała mi się postawa drużyny. Chłopcy podjęli walkę w trudnej sytuacji, doprowadzili to wyrównanej końcówki, ale wtedy czegoś zabrakło - ocenił szkoleniowiec Knicks, Mike Brown.
Pierwszoplanową postacią wśród zwycięzców był Jalen Johnson - 24 punkty, 10 zbiórek i osiem asyst. 21 pkt dodał wchodzący z ławki Jonathan Kuminga. Liderem Knicks był OG Anunoby z 29 pkt, a Karl-Anthony Towns do 21 dodał 17 zbiórek.
Kolejna potyczka tych zespołów - w sobotę, również w Atlancie.
W innych czwartkowych meczach Toronto Raptors wygrali z Cleveland Cavaliers 126:104 i zmniejszyli w play off straty na 1-2, natomiast koszykarze Minnesota Timberwolves pokonali Denver Nuggets 113:96 i prowadzą w serii 2-1.
Ekipa z Kanady, głównie dzięki skuteczności Scottiego Barnesa i RJ Barretta, którzy uzyskali po 33 pkt, przerwała na 12 serię porażek z „Kawalerzystami” w play off.
W Minneapolis pierwsze skrzypce grał wchodzący z ławki Ayo Dosunmu - 25 pkt. Natomiast w obronie świetne zawody rozegrał francuski środkowy Rudy Gobert, który powstrzymał Serba Nikolę Jokicia. Trzykrotny MVP rozgrywek trafił tylko siedem z 26 prób, choć uzbierał 27 pkt i miał 15 zbiórek. Defensywa gospodarzy w pierwszej kwarcie pozwoliła rywalom zdobyć ledwie 11 punktów. (PAP)
pp/