13h57 CET
26/02/2026
21 meczów i zaledwie... cztery zwycięstwa. To bilans siatkarzy z Częstochowy na cztery kolejki przed zakończeniem fazy zasadniczej. W środę w Warszawie ponieśli kolejną bolesną porażkę, mimo dobrej gry – 1:3 z PGE Projektem, a szansa na utrzymanie oddaliła się jeszcze bardziej.
- Czuję się zawiedziony, bo myślę, że graliśmy ciekawą i fajną siatkówkę. Mieliśmy swoje szanse w tym spotkaniu i naprawdę niewiele znowu zabrakło, żeby urwać jakiś punkt w Warszawie. Zostawiliśmy kawał zdrowia i serducha, ale czasami to nie wystarczy. Miejmy nadzieję, że w kolejnych meczach uda nam się zapunktować – powiedział przyjmujący Steam Hemarpol Politechniki Bartłomiej Lipiński.
Częstochowianie przystępowali do środowego spotkania z nową energią i nadzieją, bowiem cztery dni wcześniej pokonali JSW Jastrzębski Węgiel 3:1. Było to ich pierwsze zwycięstwo od 3 stycznia.
- Długo czekaliśmy, żeby wygrać spotkanie za trzy punkty. Zdajemy sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdujemy i naprawdę staramy się robić wszystko, żeby się odbić od dna. Nie jest nam jednak łatwo, bo mimo że gramy czasami dobrą siatkówkę, to nie punktujemy, bo gdzieś ta jedna, dwie, trzy piłki decydują o tym, że przegrywamy – zauważył rozgoryczony przyjmujący.
- Myślę, że musimy trochę popracować jeszcze nad zagrywką i nad kontrą. Jeśli to będzie dużo lepiej u nas funkcjonowało, to myślę, że będziemy punktowali w kolejnych spotkaniach – dodał.
Radość po wygranym starciu z Jastrzębianami była tak mocna, niczym po zdobyciu złotego medalu mistrzostw Polski. Euforię i pewność siebie zawodnicy z Częstochowy przełożyli na pierwszego seta środowego meczu w Warszawie, ale... tylko na tyle to wystarczyło. W trzech kolejnych partiach ponownie czegoś im zabrakło, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
- Powiedzieliśmy sobie, że gra nie wyglądała źle, ale znowu czegoś zabrakło i nie możemy zwieszać głów. Musimy ciężko pracować, żeby grać tak, jak w Warszawie, a może trochę lepiej, bo nawet jak gramy dobrze, to nie punktujemy. Nikt za dobrą grę nie daje nam punktów, a my ich bardzo potrzebujemy, żeby się utrzymać w lidze – podkreślił Lipiński.
Sytuacja Częstochowian jest bardzo trudna i może im już zabraknąć czasu, by sportowo wywalczyć utrzymanie. Pomoc może przyjść jednak z zewnątrz, po raz kolejny ze strony... JSW Jastrzębskiego Węgla. Klub ten ma bowiem spore problemy finansowe i jeśli szybko nie ureguluje zaległości wobec zawodników, może zostać ukarany odjęciem punktów w ligowej tabeli. Możliwe nawet, że nie będzie w stanie dokończyć sezonu i będzie zmuszony wycofać się z rozgrywek. W takiej sytuacji żaden z innych zespołów nie spadłby z ligi, a więc Steam Hemarpol Politechnika byłby uratowany.
- Staramy się nie patrzeć na to, co się dzieje w innych klubach. Każdy ma swoje problemy, mniejsze czy większe. My musimy skupić się na tym, żeby grać dobre mecze i żeby nasza gra wyglądała dużo lepiej, żebyśmy punktowali, bo nie możemy liczyć, że ktoś się przed nami położy i da nam te punkty za darmo – zaznaczył Lipiński.
- Wiadomo, są różne sytuacje w różnych klubach, ale my staramy się robić wszystko, żeby utrzymać się w lidze. I żebyśmy my to wywalczyli, a nie żeby ktoś nam to dał - dodał.
Wyniki zespołu z Częstochowy są sporym rozczarowaniem z kilku powodów. Przede wszystkim składu, z utytułowanym de Cecco na czele, uważanym za jednego z najlepszych rozgrywających na świecie. Miał on być idealnym uzupełnieniem dobrze funkcjonującej drużyny, która w zeszłym sezonie była czarnym koniem rozgrywek i zakończyła je na wysokim, ósmym miejscu.
Problemy pojawiły się jednak szybko i już w listopadzie poskutkowały odejściem libero Mateusza Masłowskiego i trenera Guillermo Falasci. Tego ostatniego zastąpił doświadczony Chorwat Ljubomir Travica. Nie odmienił obrazu zespołu.
- Trudny moment jest cały czas, bo myślę, że nikomu by nie było przyjemnie, jakby był w takiej sytuacji. To na pewno nie tylko dla mnie, ale i dla całego zespołu jest ciężkie. Wiadomo, że przed sezonem myśleliśmy, że będziemy grali trochę lepiej, ale boisko nas zweryfikowało. Lina na naszej szyi zaciska się coraz mocniej i zdajemy sobie sprawę z kim gramy, jakie to są spotkania – ocenił 29-letni Lipiński.
- Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji i naprawdę trzeba się z tym zmierzyć. Nie jest łatwo, ale dajemy z siebie maksimum. Nie wiem, czy uda nam się utrzymać czy nie, ale ja chcę mieć czyste sumienie, że zrobiłem wszystko. Nie chcę mieć takiej myśli, że mogliśmy dać coś więcej i może byśmy się w tej lidze utrzymali, bo naprawdę nam na tym zależy. I zrobimy wszystko, żeby tak się stało – zapowiedział.
Częstochowianie, po znakomitym w ich wykonaniu poprzednim sezonie, w tej edycji rozgrywek mieli możliwość zagrać w europejskich pucharach. W najniższym rangą Pucharze Challenge odpadli w ćwierćfinale i teraz mogą skupić się już tylko na walce na jednym froncie, czyli ekstraklasie.
- Przed sezonem myśleliśmy o tym, żeby trochę lepiej zawalczyć w Pucharze Challenge, niż to wyszło ostatecznie, ale teraz już te rozgrywki są dla nas zakończone i będziemy się skupiali na tym, żeby jak najlepiej prezentować się w PlusLidze i żeby grać dobrą siatkówkę i cieszyć się nią, bo ten ostatni mecz z JSW Jastrzębskim Węglem dał nam trochę radości. Przez chwilę była euforia, a po spotkaniu z Warszawianami myślę, że tej radości nie ma i znowu musimy się wziąć do ciężkiej pracy, bo kolejne trudne spotkania przed nami – podkreślił Lipiński.
Częstochowianie nie będą mieli chwili na oddech. Już w sobotę czeka ich kolejny mecz z zespołem z czołówki – podejmą Asseco Resovię Rzeszów.
Monika Sapela (PAP)
msl/ krys/